02/06/2019
Przy okazji ostatnich warsztatów z urządzania pokoju dziecka, pojawiła się kwestia zasobności szaf ubraniowych - nie tylko dzieci, ale i dorosłych.
Jestem zwolenniczką braku konsumpcyjnego podejścia do życia. Mam małą, podblatowa lodówkę w domu. Nie mam tv. Nie chodzę do galerii handlowych. Czuję się cudownie z moją ograniczona do minimum szafą ubraniową - capsule wordrobe sama weszlo w moją codzienność jak w maslo. A w szafie mam ubrania tylko na wieszakach (nic nie jest poskładane na półkach) i do tego ich nie prasuje, bo kupuje ubrania, które tego nie wymagają. Rezultat? Oszczędność miejsca, czasu i pieniędzy. Moim wzorem jest Steve Jobs - czarny golf i jeansy. Zawsze tak samo ubrany. Kiedyś to osiągnę. Nie mam w domu odkurzacza. Nie pije kawy, wiec i ekspresu nie mam. Czajnik mam co prawda elektryczny, ale płytę gazowa - najlepsza! Pralkę mam małą, wkładana od góry. Piorę max 1x na 4-5 dni. Bo mam mało ubrań i używam ich racjonalnie. Córka też. A mamy trzy koty i psa i śmiało mogłabym z praniem oszaleć i prac kilka razy dziennie. Córka chodzi do przedszkola leśnego - efekt? Wszystko brudne. Ale spoko - brud jest ok. 🤣 W końcu codzienność to nie wybieg Armaniego. Z kosmetyków mam krem, pealing, płyn micelarny i mleczko. Serio i nawet w tym się czasem gubię. Do makijażu, którego używam czasem, mam podkład, róż, jeden cień, kredkę do brwi i tusz. Ale tego nie używam, bo mi uczula oczy. I szminkę. Włosów nie farbuje - kocham te coraz bardziej wyraziste kępki siwizny. Przestałam chodzić na szpilkach - ostatnio założyłam je na występ. Na co dzień nie wyobrazam sobie tak się zamęczać - jak ja mogłam w nich kiedyś chodzić? Poza tym kocham chodzić na bosaka. Nie mam w domu kieliszków w do wina, do wódki czy piwa. Alkohol przestał mi smakować. A bez sensu trzymać takie rzeczy w kuchni, żeby tylko zabierały miejsce. Nie mam w domu wi-fi ani telefonu stacjonarnego. A podłogę wolę myć na kolanach niż mopem. Mam jednokomorowy zlew. I nie mam zmywarki. Mam kilka kwiatów - poznaliśmy się już i zaczęłam je rozumieć. Rzadko chorują. A ja rzadko kupuje już nowe - z tymi jest mi wystarczająco dobrze.
Wystarczająco dobrze. To chyba stan, w jakim się zaczęłam znajdować w życiu. Poza pościgiem za lepsza mną,nowymi ciuchami czy gadżetami do domu, których nie potrzebuję. I wiecie co? Mam dzięki temu duży spokój. W centrum Warszawy.
Od ponad roku nie kupiłam ani jednej nowej rzeczy. Czekam aż wielkie marki zaczną produkować w zrównoważony sposób, czyli taki który szanuje nasze środowisko i ludzi. Nie jestem buntowniczką, po prost...