08/01/2026
Trochę smędzenia, prywaty, żali, autoterapii i wniosków wypowiedzianych na głos.
W końcu za tymi meblami stoją ludzie — kilka zdolnych osób, w tym ja: osoba, która trzyma to w kupie. Ledwo, ale jeszcze jakoś trzyma.
…
Zdaje się, że już wszyscy ci, co mieli napisać w internetach jakieś tzw. podsumowanie roku ’25, to je napisali. Już 8 stycznia, czyli nowy rok zdążył się odrobinę rozpędzić. Zima za oknem, zimno jak w zimie, korki wróciły do normy, dzieci w szkołach, a duża część z nas jeszcze wczoraj miała to dziwne, niepokojące uczucie podbitego stanu „niedzieli wieczór”. Cóż, może to lepszy moment na napisanie czegoś niż wtedy, kiedy wszyscy coś piszą i próbują skonfrontować się z rokiem, który był i który już w tej formie „był” zostanie.
Mój rok 2025 był jak te meble.
Na fociach — ciężki jak cholera, skomplikowany, nafaszerowany treściami i zadaniami, które na siebie nałożyłem, po czym musiałem się z nimi skonfrontować i finalnie niekoniecznie sobie z nimi poradziłem. Był tak ambitny i przesadzony jak profesjonalna renowacja mebli w klasyczny, tradycyjny sposób, w średnio modnym, wysokim połysku politury nakładanej ręcznie, gdzie założeniem jest wyśniony efekt.
Po tym roku,
po tych meblach — choć wiedziałem to już dawno — teraz uważam bardziej.
Uważam, że renowacja na tym poziomie i w warunkach ekonomicznych, w których się znajdujemy, nie ma najmniejszego sensu. Ideowy pomysł na ratowanie projektowych polskich mebli takich jak ten był pomysłem po prostu bardzo złym — i pal licho, że umiemy, skoro nic z tego nie mamy i ledwo ciągniemy. W dobie internetu i braku silnego marketingu, w tak niejasnej branży, nic nie zrobisz. Możesz umieć, możesz się na tym znać na różnych płaszczyznach — od wiedzy antykwarycznej po renowacyjną — możesz nawet zostać docenionym, acz finalnie… finalnie to się nijak nie kalkuluje.
Tak że już wiem, że w roku ’26 nie podejmę się kolejnych kompletów jadalni, projektowych biurek i innych wielkich, ambitnych projektów dla dobra polskiej architektury użytkowej międzywojennej Polski i własnej ambicji, gdyż one nie są na te czasy. A ja uczciwie i otwarcie przyznaję się, że jestem beznadziejnym marketingowcem i nie potrafię się pokazać (czyli wziąć na siebie jeszcze jednego etatu na łeb i prowadzić sociale na tak wysokim poziomie, jak obecnie się je prowadzi).
Wszystkiego dobrego