15/04/2025
A w Schronisku Na Paluchu po staremu. Panie Rafał Trzaskowski czas zrobić z tym porządek zanim się zacznie sprzątać Polskę.
🆘 Długo milczeliśmy, ale to nie oznacza, że w Schronisko Na Paluchu dzieje się lepiej. Wręcz przeciwnie – problemy narastają, a sytuacja staje się coraz bardziej niepokojąca. 🆘
‼️ Władze Miasto Stołeczne Warszawa nie są jednak zainteresowane podjęciem jakichkolwiek działań przywracających dobrą atmosferę pracy w schronisku i zapewnienie właściwej opieki nad zwierzętami. ‼️
👉 Dotąd wielokrotnie opisywaliśmy trudności, jakie wolontariusze napotykają w relacjach z dyrekcją. Dziś jednak pora poruszyć inny, równie ważny temat – dramat pracowników schroniska.
Dostaliśmy historię Magdy - jednej z psich opiekunek, której umowa nie została przedłużona. To utarty już sposób Dyrekcji na radzenie sobie niewygodnymi osobami. Dotychczas dotyczyło to wolontariuszy, obecnie to sposób na “pracowników, którzy nie popierają inicjatyw przeciwko wolontariuszom”. Nie uwzględniając jakości pracy, nie daje kolejnej umowy.
Pracownicy, którzy ośmielają się nawiązywać zbyt bliskie relacje z wolontariuszami lub nie podpisują listów popierających zwolnienie protestujących, są karani.
⬇️ Zapoznajcie się z treścią listu Magdy.
“Cześć, piszę do Was bo chciałabym, żebyście poznali moją historię. Moi byli przełożeni ze Schroniska na Paluchu nie przedłużyli ze mną umowy. Pewnie zaraz będzie, że chcę się odegrać, zemścić, że jestem "wulgarną dziewuchą" i dlatego wyciągam informacje na zewnątrz.
Zastanawiałam się nad powodem, dla którego umowa nie została mi przedłużona.
Czy były na mnie skargi?
Nie.
Czy dostawałam premię za swoją pracę?
Tak, każdego miesiąca.
Czy spóźniałam się, byłam konfliktowa?
Nic z tych rzeczy! A przynajmniej nigdy nikt mnie o czymś takim nie poinformował.
Podczas swojej pracy jako opiekun psów w schronisku popełniałam jeden błąd, w grudniu 2024. Ten sam błąd popełnił również inny pracownik (był wtedy wolontariuszem). Nie zamknęłam zasuwy od boksu psa podczas jego sprzątania i pies wybiegł poza swój boks. Na Paluchu takie rzeczy się zdarzają zarówno pracownikom jak i wolontariuszom. Mój kolega, któremu przydarzyło się dokładnie to samo nadal pracuje i jest wysoko cenionym pracownikiem. Ja za miesiąc, w którym wydarzył się ten wypadek dostałam premię. Jak z resztą za każdy kolejny. Moje pytanie brzmi: o co chodzi?
Część osób, które mnie poznało i współpracowało ze mną wiedzą jaką jestem osobą. Primo - dobro zwierząt. Tu nie ma kompromisów, półśrodków. Idąc pracować do schroniska myślałam, że wszystkim nam na tym zależy.
Do każdego z pracowników odzywałam się z szacunkiem, nigdy z ich strony żadna skarga na mnie nie wpłynęła. Po moim odejściu dostałam od Was (wolontariuszy i części pracowników) ogromne wsparcie i mnóstwo ciepłych słów, za które serdecznie dziękuję. Chciałabym zaznaczyć, że nigdy! Nigdy, żaden wolontariusz z którym współpracowałam mnie nie wyzwał, nie obraził. Zawsze witaliśmy się z uśmiechem... Pracowałam na jednym z trudniejszych rejonów, współpracowałam codziennie z psimi behawiorystkami, z nimi również moja współpraca była bezproblemowa.
Podczas mojej pracy w schronisku nie było dnia, żeby nie było obrażania wolontariuszy, wyzywania ich, nawet tak, żeby oni to słyszeli! Mi było wstyd. To tak jakbym pracowała np. w banku i przy kliencie do mojej koleżanki powiedziała "jaki debil, kretyn, pustak, niczego nie rozumie." I jeszcze oczekiwała, że klient mnie pochwali za moją pracę, chociaż z nią różnie bywa.
Mój staż pracy wynosi ponad 10 lat, ale pierwszy raz spotkałam się, żeby pani dyrektor nie mówiła dzień dobry do pracowników (do jednych tak, drugich nie...), jednocześnie powtarzając publicznie, że pracownik jest dla niej najważniejszy, zapominając przy okazji o regulaminie pracowniczym i podwyżkach. Natomiast czas na pisanie listów przeciwko wolontariuszom i spotkania aby zebrać podpisy pracowników, zawsze się znalazł. Czy ktoś nam przystawił pistolet do głowy, żeby to podpisać? Nie. Czy będąc pracownikiem z umową na czas określony można sobie na to pozwolić, kiedy widzisz jaka jest sytuacja i jaka nienawiść do wolontariuszy? Patrząc na moją sytuację - gdy wykazałam sprzeciw przeciwko takim praktykom, można łatwo stwierdzić, że opcja była tylko jedna - odpisać i mieć spokój, premie, uśmiech pani dyrektor. Ja tego nie zrobiłam. Dlatego dzisiaj jestem byłym pracownikiem.
Nie podpisała tego listu także kocia opiekunka. Tego samego dnia dostała informację, że umowa z nią nie zostanie przedłużona. Przypadek? Nie sądzę, bo opiekunką była rewelacyjna!
Po tym wszystkim usłyszałam z ust naszej koordynatorki, że jest " wkurwiona i że nigdy nie pozwoli na to aby ktoś zburzył to na co ona latami pracowała, że możemy powtórzyć tej opiekunce, że po jej trupie ona tu wróci do pracy, że dowie się kto jest kretem i oczyści to". Zapytacie, czy informowałam kogoś o karygodnym zachowaniu pracowników względem wolontariuszy czy innych pracowników? Informowałam, nawet na grupie pracowniczej. Czy coś zostało z tym zrobione? Nie, bo takie zachowania tutaj były nagradzane.
Podsumowując, ktoś mi dobrze napisał po tej sytuacji "przykro mi, że dobrych ludzi, spotykają złe rzeczy, bo ci słabi ludzie zadbają o siebie ponad wszystko." Znamy doskonale przypadek wolontariusza, który jeszcze "wczoraj" chodził w żółtej koszulce z napisem " jesteśmy głosem zwierząt", dzisiaj będąc pracownikiem pisze na nich "donosy". Dziwny jest ten świat.... Była opiekunka, Magda.”
Żadna z powyższych informacji nie jest dla nas zaskoczeniem. ☹️
Czy to normalne, że w schronisku, które powinno działać na rzecz zwierząt, jakość pracy ocenia się przez pryzmat lojalności wobec kontrowersyjnych decyzji kadry zarządzającej ❓❓❓
Nie da się wytłumaczyć tych działań nadmiarem personelu – schronisko stale rekrutuje nowych pracowników, bo znalezienie zaangażowanych osób, gotowych do ciężkiej i nisko płatnej pracy, jest ogromnym wyzwaniem. Czy naprawdę w Schronisku na Paluchu lojalność wobec dyrekcji ma większą wartość niż troska o zwierzęta i uczciwość w pracy? To pytanie powinno nas wszystkich zmusić do refleksji.
Wiemy, że Magda nie była jedyną osobą z którą w ostatnim czasie dyrekcja schroniska zdecydowała się zakończyć współpracę.
Kto jeszcze “poleci” w imię komfortu kadry zarządzającej schroniskiem? Czyjej opieki zostaną pozbawione bezdomne zwierzęta?
Panie Prezydencie Rafał Trzaskowski kiedy skończy się prywatny folwark w samorządowym schronisku?