13/08/2026
Lotniska rozwiązały to trzydzieści lat przed biurami.
Jak posadzić człowieka na czterdzieści minut tak, żeby mógł popracować, naładować telefon, odstawić kawę i nie czuł się jak w poczekalni u dentysty.
W biurach ten problem pojawił się dopiero po hybrydzie. Nagle okazało się, że recepcja to nie miejsce, gdzie ktoś czeka dwie minuty na spotkanie. To miejsce, gdzie handlowiec czeka pół godziny i w tym czasie odpisuje na maile. Gdzie kandydat siedzi przed rozmową. Gdzie dwie osoby z różnych zespołów robią szybką naradę, bo sala jest zajęta.
A meble w tej strefie zostały z czasów, gdy wystarczyła ładna sofa.
Warto podpatrzeć, jak robią to terminale. Systemy takie jak V-Travel marki Kusch+Co są budowane modułowo — z pojedynczych elementów składa się rzędy, narożniki w kształcie litery L, wolnostojące wyspy. Do tego dokłada się blaty, moduły zasilania, uchwyty na napoje, a nawet zintegrowaną zieleń.
Każdy z tych elementów odpowiada na realną potrzebę kogoś, kto czeka. Nie na potrzebę architekta, żeby ładnie wyglądało na wizualizacji.
Trzy rzeczy, które przekładają się na biuro jeden do jednego:
Gniazdko przy siedzisku, nie przy ścianie trzy metry dalej. Człowiek z rozładowanym telefonem nie usiądzie tam, gdzie zaplanowaliście.
Powierzchnia na laptopa albo kubek. Bez niej ludzie stawiają kawę na podłodze — i to widzi każdy wchodzący.
Modularność zamiast gotowego kompletu. Strefa recepcji zmienia się co dwa lata, bo zmienia się liczba spotkań. Meble, których nie da się przestawić, starzeją się szybciej niż tkanina.
Projektantem V-Travel jest Justus Kolberg — ten sam, który zaprojektował dla Kusch+Co system V-Care, nagrodzony Red Dot Design Award.
Planujecie strefę recepcji albo lounge? Zacznijcie od pytania, ile realnie czeka się w Waszym biurze i co ludzie robią w tym czasie. Reszta wynika z odpowiedzi.
📞 506 147 435
🌐 dbmeble.pl