19/08/2014
Z Centrum Polski do Centrum Europy
2 sierpnia 2014 r. grupa rowerzystów Cr@zy Bike z Tuliszkowa i Konina wyruszyła w kolejną rowerową podróż po Polsce trwającą do 8 sierpnia 2014 r.. Tegorocznym celem było przejechanie trasy z Centrum Polski czyli miejscowości Piątek (powiat łęczycki, woj. łódzkie) do geograficznego Centrum Europy znajdującego się w miejscowości Suchowola (powiat sokólski, woj. podlaskie).
Na samym początku należy wyjaśnić i geograficznych środków Europy jest wiele, jako że na jego określenie wpływa wiele, zmieniających się czynników. My postanowiliśmy pojechać do tego wyznaczonego w 1775 roku przez polskiego astronoma Szymona Antonia Sobiekrajskiego, jako że stwierdziliśmy iż należy promować polskie osiągnięcia naukowe.
O godz. 8:00 w składzie: Magdalena Jarmuż (Konin), Łukasz Klejna (Tuliszków) i Tomasz Pałasz (Tuliszków) wyruszyliśmy w pierwszy etap trasy. Docelowym miejscem była miejscowość Nowy Dwór Mazowiecki od której należało dojechać 112 km. Podczas pierwszego etapu wręcz pochłanialiśmy kilometry. Problemy jednak pojawiły się jednak 12 km przed bazą noclegową w Nowym Dworze. Tomkowi pęka szprycha i co dziwne na zupełnie płaskim asfalcie, a to z kolei powoduje ósemkowanie koła. Wydaje się to niczym groźnym, jednak grozi trwałym uszkodzeniem koła. W Nowym Dworze szukamy serwisów rowerowych, jednak na miejsce docieramy po godz. 14:00, a jako że jest sobota to niestety nie znajdujemy pomocy. Żeby było zabawniej, akurat w tym dniu, 100m od miejsca w którym nocujemy, kończy się Wyścig Kolarski Dookoła Mazowsza. Pomocy nie są w stanie udzielić nam nawet profesjonalne teamy kolarskie CCC. Zapada decyzja, iż Tomek w dalszą podróż jedzie na uszkodzonym rowerze.
Kolejny etap to droga do Ostrołęki od której dzieliło nas 110 km, a w której miał do Nas dołączyć kolejny członek wyprawy. Dojeżdżamy sprawnie na miejsce około godziny 15:00 i zaczynamy dalsze poszukiwania serwisu rowerowego. Jest niedziela, więc niestety wszystkie serwisy w Ostrołęce są pozamykane i rozpoczynają pracę dopiero w poniedziałek. Niespodziewanie z pomocą przychodzic jednak właściciel pensjonatu w którym nocujemy. Kontaktuje Tomka z Januszem, podobno legendą „Rowerowej Ostrołęki”, człowiekiem który zwiedził na rowerze Kazachstan. Okazuje się on być dość kontrowersyjną osobą, zarówno z wyglądu jak i z zachowania. Jednak nie można mu odmówić jednego, iż jego pasją jest rower. Janusz podejmuje się naprawienia roweru i dostarczenia go nawet w nocy. Światełko w tunelu. Zamawiamy „zdrowy” rowerowy posiłek w postaci ogromnej pizzy. Około 21:00 dojeżdża do Nas Robert Ryszawa (Konin), który startował wyjątkowo z innego miejsca. W nogach ma na dzień dobry 160 km samotnej jazdy. Niespodzianka o 23:00. Janusz przyprowadza naprawiony rower. Zatem dnia następnego ruszamy wcześniej niż planowaliśmy w przypadku gdyby przyszło nam korzystać z serwisów rowerowych.
4 sierpnia czeka nas najtrudniejszy odcinek o długości 130 km. Jedziemy przez Łomżę, a więc obowiązkowo musiał być łomżing. Dojeżdżamy do małej, śpiącej miejscowości Jedwabne, gdzie w 1941 r. Polacy zamordowali około 350 żydów. Jest to przykład tego, że historia jest zmienna i nie ma narodu który nie popełnił błędu. Na miejscu oczywiście wycieczki z Izraela i takie niezręczne poczucie wstydu, że jednak to nasz naród dokonał masowego morderstwa, niczym naziści lub sowieci. Ruszamy dalej i zaczyna się najgorsza część podróży. Oprócz temperatury na poziomie 40 stopni Celcjusza, braku jakiegokolwiek cienia wycisk dają nam podlaskie drogi. Jeśli ktokolwiek narzeka na drogi w Wielkopolsce, powinien przejechać się na Podlasie. To co u nas nazywamy bezdrożami, tam stanowi drogę powiatową. Zimne napoje w sklepach stają się produktem deficytowym. Jedynym co można w sklepach kupić zimnego to piwo. Zatem dobrze zaopatrzone markety stają się dla nas jakoby oazami na pustyni. Bezdroża dają wycisk naszym rowerom, które są przeznaczone do jazdy szosowej. Tylko Magda jedzie na MTB i jej rower nie wydaje dziwnych dźwięków typu brzęczenie, tarcie, piski czy rzężenie. Około 20:00 dojeżdżamy do Suchowoli i centrum Europy. W porównaniu do Centrum Polski widać, że jest to ważne miejsce, władze Suchowoli postarały się aby to odpowiednio wyglądało. Piękne fontanny, niezbędne tablice no i podobny do tego w Piątku monument oznaczający dokładnie miejsce, w którym wyznaczono Centrum Europy. Krótkie zakupy i jedziemy do gospodarstwa agroturystycznego w którym mamy nocować. Tam dla relaksu czeka na nas basen, który ma ukoić obolałe części ciała, które ucierpiały wskutek jazdy po podlaskich bezdrożach.
Kolejny dzień jest na szczęście chłodniejszy. Podróż zaczynamy od wizyty w miejscowości Mońki, gdzie znajduje się serwis rowerowy. Podreperowanymi rowerami ruszamy dalej w drogę powrotną. Nocujemy w okolicach miejscowości Kolno, do której przyszło nam przejechać w 4 dnia aż 111km. Każdy z nas zaczyna odczuwać zmęczenie i nadal walczymy z podlaskimi „drogami”, jednak świadomość że to już droga powrotna daje nowe siły. 30 km przed bazą łapie nas burza z gradem. Dokoła nic tylko lasy, a że nie należy stać pod drzewem podczas burzy jedziemy dalej. Grad, który potrafi mieć nawet 1cm średnicę uderza w twarz, przypominając że to jeszcze nie koniec podróży. Ostatnie 5 km dojeżdżamy w słoncu.
6 sierpnia wyjeżdżamy na najkrótszy odcinek naszej podróży do Przasnysza do którego przyjdzie nam przejechać 100 km. Zaczynają się normalne drogi więc podróż odbywa się sprawnie i około 15:00 jesteśmy na miejscu.
Rano wyjeżdżamy w przedostatni etap podróży do Płocka. Warto dodać, iż jest to jedyny dzień, podczas którego możemy jechać z wiatrem. Kto jeździ na rowerze zdaje sobie sprawę jaki wycisk może dać wiatr wiejący w twarz. Płock na 10 km przed bazą wita nas delikatnym deszczem. Po przejechaniu 123 km dojeżdżamy na miejsce około 16:00. Chwila odpoczynku, szybkie zwiedzanie miasta i odpoczynek przed ostatnim powrotnym etapem.
Ostatniego dnia do przejechania mieliśmy 127 km. Znajomość okolicy dawała już poczucie powrotu w okolice domu. Lepsze drogi nie utrudniały już pedałowania. Kilometry schodziły ekspresowo na liczniku. No i miła niespodzianka. Naprzeciw nam do miejscowości Kościelec wyjechała na spotkanie grupa rowerzystów z CIKLO Konin, która do samego Konina nas eskortowała. Na sam koniec oczywiście delikatny deszcz i wreszcie koniec podróży.
W głowie pozostają tylko pytania po co to wszystko? Czy warto było jechać? Odpowiedź dla każdej osoby jeżdżącej na rowerze jest oczywista- warto. Dla tych którzy nie mają kontaktu z turystyką rowerową mogę powiedzieć tylko, że to bardzo przyjemne pokonać własne granice wytrzymałości i ból. No i co najważniejsze, przyjemnie jest osiągnąć cel czyli wygrać z losem, a wygrywać lubi chyba każdy, więc chcielibyśmy zachęcić wszystkich do pokonywania własnych słabości. Warto!
Podziękować należy tym, którzy dodawali nam otuchy na facebooku, patronowi medialnemu Echu Turku i sponsorowi Sklepu „Dla zdrowia” w Koninie, bo ochota by zostawić podróż nachodziła nas wielokrotnie.