08/01/2026
Nocna akcja TOPR na Ornaku 30 grudnia - RELACJA TURYSTY.
Zamieszczam ku przestrodze i do wyciągnięcia własnych wniosków. Jednocześnie dziękuję za spisanie i podesłanie, bo takie relacje zawsze są bardzo cenne.
"Wszystko zaczęło się od błędnej decyzji odłączenia się od grupy i chęci podejścia 5–10 minut w kierunku grani Ornaku (z Iwaniackiej Przełęczy).
Po założonym czasie zacząłem wracać, przekonany, że idę we właściwym kierunku. Jednak ukształtowanie terenu tak jakby odbiegało od tego, jakim powinno być, a dno Doliny Kościeliskiej jakby wyglądało nieco inaczej.
Chcąc się upewnić na mapie szlaków offline w telefonie oraz nagrywanym w telefonie śladzie, czy jestem na szlaku, wiele wskazywało, że idę w złym kierunku. Z jednej strony niemal pewność, że wracam we właściwą stronę, i rozbieżności w tym, co widzę na telefonie, spowodowały obawy.
Jednak duży mróz, silny wiatr i niedostateczne wcześniejsze przećwiczenie wykorzystania tych aplikacji w praktyce nie pozwoliły na szybkie i sprawne wykorzystanie ich możliwości w zastanych warunkach pogodowych. Ponadto nadchodzący zmrok spowodował niemal natychmiastową decyzję uruchomienia aplikacji Ratunek i powiadomienia TOPR o miejscu przebywania i sytuacji, w jakiej się znajduję (i tutaj przestroga — jakbym nie miał zainstalowanej i uzupełnionej danymi aplikacji, użycie jej w takich warunkach byłoby bardzo mocno utrudnione lub niemożliwe).
Po połączeniu się z TOPR przez 112 (lepszy zasięg) ustaliłem z ratownikiem, że podejmę jeszcze w telefonie próbę określenia kierunku i nawigowania i oddzwonię, czy wracam we właściwą stronę. Jednak mimo posiadanego powerbanka, w dużym mrozie w bardzo szybkim czasie rozładował się zarówno telefon, jak i powerbank.
I tutaj kolejna PRZESTROGA!!! — posiadanie turystycznej nawigacji GPS z mapami lub profesjonalnego zegarka GPS, takich, których można obsługiwać w rękawiczkach, dopiero dałoby mi możliwość skorzystania z nawigacji.
Wiedząc o podejściu i profesjonalizmie TOPR, wiedziałem, że jak nie dodzwoni się do mnie ratownik, ruszy akcja ratunkowa, i wiara, że dotrą do mnie, bo niewiele oddaliłem się od miejsca przekazanej lokalizacji. Inaczej mogłoby być tragicznie.
Teraz pozostała modlitwa i walka z czasem o przetrwanie w dużym mrozie i silnym wietrze. Zejście w miejsce osłonięte od wiatru (nieoddalanie się daleko od miejsca przebywania, o którym wiedzieli ratownicy) i nieustanne „tańczenie” w miejscu, aby jak najdłużej zachować ciepło ciała. Dużo pomogło posiadanie kilku par ogrzewaczy chemicznych do stóp (kilka złotych para). Pierwsze przyklejone w schronisku na stopy, a następnie kolejne trzymane w rękawiczkach w palcach. Ponadto założenie dodatkowej warstwy odzieży z plecaka (obcisła koszulka termiczna z długim rękawem — być może jeszcze lepsza byłaby puchówka).
W sumie miałem na sobie 5 warstw odzieży górnej — wszystkie termo. W plecaku termos z gorącą herbatą, jedzenie, czekolada, batony, gogle, zapasowe rękawiczki, czapka i komin. Ponadto apteczka. Na nogach raki, a czekan przy plecaku. Koniecznie zapasowa czołówka i zapasowe komplety baterii (czołówka potrafi sama włączyć się w plecaku i wyładować).
W międzyczasie pomysł na ogrzanie telefonu pod pachą. Udało się jeszcze kilka razy uruchomić go i wysłać aktualną pozycję przez Ratunek. Szybki kontakt przez 112 z TOPR i potwierdzenie, że ratownicy są w drodze. Wcześniej używałem dwóch czołówek zwróconych w przeciwnych kierunkach szlaku dla szybszej lokalizacji.
Po pewnym czasie nadeszło czterech Ratowników z psem lawinowym. Dzięki Bogu współrzędne się potwierdziły i bezpośrednio dotarli do mnie. Równolegle zmierzała druga Ekipa, m.in. ze sprzętem ogrzewającym. Po ustaleniu mojego stanu zdrowia, wyposażeniu w ogrzewacz ciała i poczęstowaniu gorącą herbatą drudzy ratownicy mogli zostać zawróceni.
Stosunkowo szybko mogliśmy ruszyć w dół.
Dzięki Bogu i Ratownikom moje życie zostało ocalone. Jestem cały i zdrowy. Jedynie powstało odmrożenie palca na skutek korzystania z telefonu.
A jak to się stało, że zacząłem iść nagle w przeciwnym kierunku, będąc przekonany, że zmierzam we właściwym? Prawdopodobnie po odwróceniu się, po wykonaniu filmiku 360 stopni.
Przestroga dla wszystkich.
Nie popełniajcie moich błędów. Nie podejmujcie zbyt ambitnych celów wycieczek, wyruszajcie wcześnie rano w góry i, jak trzeba, dokonujcie w porę odwrotu. Nie wędrujcie sami w niebezpiecznym terenie. Uwzględniajcie prognozy pogody i to, że warunki w górach potrafią zmieniać się z "minuty na minutę". Niespodziewana kontuzja może być śmiertelnie niebezpieczna w zimnie. Pamiętajcie — telefon może zawieść! Zimą czy latem w deszczu. Niezależna nawigacja turystyczna może okazać się niezwykle pomocna. Tak też przyznał ratownik.
Niezbędne wyposażenie nie daje gwarancji przeżycia — tylko pomaga i wydłuża czas przetrwania. Ale może też „uśpić” czujność i wpłynąć na podjęcie zbyt ambitnych celów.
Zawsze bierzcie margines na swoje możliwości. Radość z przebywania w górach potrafi obniżyć ocenę zagrożeń i „pchać” do zbyt ambitnych planów.
Wcześniej dostatecznie przećwiczcie w terenie wykorzystanie możliwości, jakie daje technologia. W stresie będzie to dodatkowo trudniejsze. A w razie zagrożenia róbcie wszystko, aby zachować zimną krew.
Nieraz słyszałem: „Co ty masz w tym plecaku?”. Teraz okazało się to niezwykle pomocne.
Góry poczekają! A stracić zdrowie i życie jest niezmiernie łatwo.
Jeszcze raz ogromne podziękowania dla Ratowników TOPR oraz Załogi schroniska Ornak w Dolinie Kościeliskiej za gorący posiłek."