11/04/2024
Ponieważ wiele osób interesuje się klifem orłowskim a właściwie redłowskim, zadają pytania, załączam więc odpowiedzi także do pytań jakie zadał mi red. Łukasz Kamasz w imieniu Czytelników Dziennika Bałtyckiego, opublikowane w Rejsach 16 lutego 2024. Może pomogą one zrozumieć o co walczymy w Orłowie.
„Gdyński klif znowu cierpi. Wizytówka miasta jest w coraz gorszym stanie, po ostatnich sztormach osunęły się z niego kolejne skarpy. Na ścianie orłowskiego klifu widać już teraz coraz poważniejsze pęknięcia. O przyszłości gdyńskiego symbolu rozmawiamy ze Sławomirem Kitowskim, prezesem Towarzystwa Przyjaciół Orłowa.
– Jak obecnie, po ostatnich sztormach, wygląda stan orłowskiego klifu?
Uściślijmy co nazywać będziemy klifem, a co brzegiem klifowym, bo wielu osobom to się myli. Mówiąc o klifie mamy na myśli wysunięte w morze wysokie urwisko z prawie pionową glinianą ścianą, twardą jak skała. To jest widok Orłowa znany w całej Polsce i tożsamość krajobrazowa Gdyni, jej przyrodnicza wizytówka. Ten twardy, gliniany czub to klif obrywowy – fenomen geologiczny, jedyny taki okaz na polskim wybrzeżu. Cała nasza granica morska ma wiele odcinków z brzegiem klifowym, czyli skośnymi, czasem stromymi skarpami, które systematycznie zsuwają się do morza. I to są klify osuwowe. Różnica jest nie tylko w nazwie i strukturze geologicznej, także w tym co powoduje to osuwanie lub obrywanie. Piaszczyste skarpy wraz z całymi drzewami osuwają się głównie pod wpływem wód gruntowych, deszczu i wiatru, natomiast dla glinianej ściany klifu największym zagrożeniem jest napór sztormowych fal, które podmywają podstawę tej ściany, co doprowadza do obrywania się jej fragmentów.
W Orłowie, na brzegu rezerwatu przyrody Kępa Redłowska możemy zaobserwować oba typy klifów. I to jest wspaniałe, przyciągają one jak magnes mieszkańców i miłośników Orłowa na spacery, bo niemal codziennie brzeg morski wygląda inaczej. I mamy to wszystko na wyciągnięcie ręki, w środku dużego miasta. Fenomen.
Niestety coś za coś. Przyroda żyje swoim życiem i zderzenie dwóch żywiołów lądowego i morskiego, tak dla nas ciekawe i efektowne, powoduje, że systematycznie cały klifowy brzeg ginie w odmętach fal. To się nie zmieni, możemy tylko rozważyć spowolnienie procesów abrazji, aby ubytki nie były zbyt gwałtowne, bo grozi to negatywnymi konsekwencjami. Rok temu oberwała się część glinianej ściany, obecnie osunęły się, wraz z koroną drzew, skarpy po obu stronach ściany klifu. Przez to odsłoniły go i bardziej naraziły na zniszczenie, gdyż sztormowe fale to także silne wiatry, a liczne spękania tej ściany widoczne są gołym okiem - zaznacza Sławomir Kitowski.
– Czy mieszkańcy powinni uważać zbliżając się do niego? Można bezpiecznie na niego wchodzić?
Klif, ten gliniasty fenomen, można obserwować z dołu i z góry. Ścieżka na górze, prowadząca wzdłuż krawędzi skarpy w kierunku czuba klifu jest popękana i fragmentami oberwana. Korona tej skarpy fragmentami zjeżdża w dół, ciągnąc uschnięte drzewa z korzeniami. Obecnie to bardzo niebezpieczne miejsce na spacery. Ludzie fotografują się na tej ścieżce i na koronie klifu, nie zdając sobie sprawy, że podłoże skarpy może zjechać razem z nimi w przepaść do morza. Być może Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska to odgrodzi, zabezpieczy, bo to ona zarządza rezerwatem przyrody Kępa Redłowska. Natomiast Urząd Morski odpowiadający za ochronę brzegu morskiego może postawić na brzegu tablice i zagrodzić tymczasowo dalsze podejście pod klif. Te tablice i tak po pewnym czasie giną - albo zabrane przez fale, albo przysypane przez osuwającą się skarpę. Zresztą przyroda sama zagradza nam przejście, jakby nas chciała ochronić i z Orłowa do centrum miasta redłowskim brzegiem dojście jest utrudnione. Wchodzenie na klif jest niebezpieczne nie tylko dla nas, także dla klifu. Nie możemy zapominać, że w rezerwacie przyrody jesteśmy tylko gośćmi, dopuszczonymi warunkowo i powinniśmy odpowiednio się tam zachowywać. Każda osoba wchodząca na koronę klifu i dociążając ją w jakimś stopniu przyczynia się do jego szybszego unicestwienia.
– Jakie działania, według Pana, powinniśmy prowadzić, aby zabezpieczyć orłowski klif?
Jest sposób, który nie ingeruje w krajobraz. Mam na myśli podwodne rafy kamienne, zwane wygaszaczami fal. One mogą osłabić fale, które uderzają w podstawę klifu. Niestety RDOŚ wprowadziła zapis, że nie mogą one znaleźć się bliżej niż 500 metrów od brzegu, co jest absurdalną odległością, ponieważ wtedy nic to nie da. Gdyby to było 50 metrów, to problem mógłby zostać rozwiązany, a koszty znacząco obniżone. Nikomu nie przyszło do głowy, żeby pomyśleć o zmianie tego zarządzenia, które zamiast chronić krajobraz i zasoby przyrody, chroni wyłącznie procesy abrazji, które te zasoby niszczą bezpowrotnie. Podwodne, naturalne, kamienne wygaszacze fal przedłużyłyby znacznie istnienie klifu, zachowując przy tym procesy zachodzące na brzegu. Przebiegały by one po prostu łagodniej. Projektowanie i uzgadnianie na tym obszarze systemu podwodnych, naturalnych kamiennych falochronów może zająć kilka lat, a czasu jest coraz mniej. Zmiana klimatu postępuje, sztormy raczej będą się nasilać. W ciągu kilku, może kilkunastu lat, klif może zniknąć i stać się zwykłą skarpą. Dawniej ubywało go średnio jeden metr rocznie, ale ostatnio to jest już znacznie więcej. Tymczasem zdaniem geologów głębokość gliny skalistej w stronę lądu ma około 20 metrów, a więc wkrótce być może będziemy podziwiać klif tylko na pocztówkach i pięknych fotografiach.
- Mogą nastąpić też znacznie poważniejsze konsekwencje - przestrzega Sławomir Kitowski. - Bez tych podwodnych, niewidocznych wygaszaczy fal usytuowanych przed klifem i brzegiem rezerwatu Kępa Redłowska, sztormowe północno-wschodnie fale silniej zaatakują ulicę Orłowską i podmyją skarpę, na której stoi od blisko 120 lat zabytkowy Dom Kuracyjny i inne obiekty zespołu wiejsko-letniskowego Orłowo, wpisanego do rejestru zabytków województwa pomorskiego. Poważnie zagrożona zostanie także przystań rybacka, Tawerna Orłowska, Adlerówka i Domek Żeromskiego. Wszystkie instytucje i urzędy odpowiedzialne za ochronę brzegu, a co za tym idzie, także za bezpieczeństwo mieszkańców i nadmorskiej zabudowy powinny wziąć to pod uwagę. Przepisy o ochronie rezerwatu przyrody Kępa Redłowska są jak najbardziej słuszne, z wyjątkiem tego jednego, wyżej wymienionego zapisu o odległości 500 m., który stwarza zagrożenie dla miejskiej, zabytkowej zabudowy przy ul. Orłowskiej, graniczącej z rezerwatem. To sytuacja odwrotna do często spotykanej, gdy to zabudowa miejska zagraża przyrodzie, z którą graniczy. To co powiedziałem, wyraża nie tylko potrzebę ochrony tak wyjątkowego zasobu przyrody jakim jest klif, ale także troskę o bezpieczeństwo zabytków i mieszkańców Orłowa. To poważna przestroga."