Olchówka

Olchówka Olchówka. Dubiecko

08/04/2026
06/04/2026

Lany Poniedziałek

Drugim dniem Świąt Zmartwychwstania jest Poniedziałek Wielkanocny, czyli lany poniedziałek, który kończy cykl obrzędów wielkanocnych. Tradycyjnie Poniedziałek Wielkanocny, zwany dawniej „Polewanym Poniedziałkiem” lub „Przewodnim Poniedziałkiem”, oblewano się wodą. Nie poprzestawano jedynie na poniedziałku – zwyczaj ten ciągnął się przez cały tydzień i kończył w „Niedzielę Przewodnią”. Ten dzień nadal upływa pod znakiem spotkań towarzyskich i rodzinnych, ale najważniejszym zwyczajem jest oblewanie się wodą – śmigus-dyngus. Jest to czas radości, figli i zabawy. Woda wtedy leje się strumieniami.

Popularne są dwa wyjaśnienia oblewania się wodą. Według pierwszego pochodzi on z Jerozolimy, gdzie chrześcijanie wychodzili na ulice i rozmawiali o Zmartwychwstaniu Chrystusa. Żydzi dla rozpędzenia zebranych polewali ich wodą z okien. Według drugiej wersji śmigus-dyngus zrodził się wraz z przyjęciem wiary chrześcijańskiej w Polsce. Nie mogąc wielkiej liczby pogan ochrzcić indywidualnie, wpędzano tłumy do wody i w niej zanurzano.

Stary ludowy zwyczaj polewania się jest związany z wiarą w oczyszczającą i uzdrawiającą moc wody. Obyczaj polewania wodą wywodzi się z wierzeń przedchrześcijańskich, nawiązujących w sposób symboliczny do budzenia się przyrody do życia. Oblewanie się wodą w drugi dzień świąt było dawniej także zabiegiem o charakterze magicznym – miało zapewnić odpowiednie opady deszczu na pole oblewanej osoby.

Zwyczaje lanego poniedziałku, wykorzystujące właściwości oczyszczającego kultu wody, były początkowo przez Kościół zabraniane. Wielkanocny śmigus-dyngus początkowo określał dwa odrębne, stare obrzędy. „Dyngować” oznaczało dawniej tyle co „otrzymywać wykup”, czyli od polania wodą można było się wykupić darem, jakim były jajka. „Śmigus” to zwyczaj smagania dziewcząt po nogach gałązkami, łodygami czy witkami wierzby albo brzozy tak długo, aż ofiarowany zostanie okup. Z czasem zachowania te zostały połączone wspólnym określeniem „śmigus-dyngus” i zdominowane przez polewanie się wodą.

Próbowano obcą nazwę tego zwyczaju zastąpić: lejkiem, oblewanką, polewanką, ale nazwy te się nie przyjęły. Śmigus-dyngus oparł się zakazom i do dziś jest kultywowany w formie zabawy i swawolnych zalotów. Punktem honoru dla kawalera było zmoczenie jak największej liczby panien, a oblanie wodą dla dziewczyn było swego rodzaju wyróżnieniem. Wierzono, że wówczas mają większe szanse zamążpójścia. Jeśli któraś panna obraziła się za zmoczenie, mogła później mieć kłopoty ze znalezieniem męża.

Pławiono dziewczyny w stawach, rzekach i poidłach dla bydła. Polewali się wszyscy, a zwłaszcza młodzież – w domu, na podwórzu, wiejskiej ulicy, przy studni. Wiejscy chłopcy wykorzystywali wiadra, konwie i sikawki dyngusowe własnej roboty, „szpryczki”, flaszki – wszystko, co było dostępne pod ręką, aby tylko panny oblać. Im więcej wody wylano na nie, tym miały mieć większe powodzenie. Dziewczyny uciekały i chowały się przed „śmigurciarzami”, ale w gruncie rzeczy były zadowolone z oblania.

Oblane dziewczęta obdarowywały swoich chłopców pisankami z ich inicjałami. Znany był też zwyczaj chodzenia z życzeniami po dyngusie, co czynili przeważnie ludzie ubodzy. Dochowała się jedynie w pamięci starszych ludzi formułka związana z tym zwyczajem:

Przyszliśmy tu, po śmiguście,
tak na próżno nie puszcie.
Ale nas uważajcie,
Co możecie, to nam dajcie.

Wśród radości i zabaw lanego poniedziałku były też na wsi uroczyste praktyki. W ten dzień na ziemi przemyskiej gospodarze kropili swoje pola wodą święconą, kropidłem zrobionym z palmy wielkanocnej, i w niektórych wsiach wbijali w rolę krzyżyki z kawałków palm. W czasie poświęcania pól modlili się, aby zapewnić urodzaj i pomyślność w pracy, a także ochronić zasiewy przed gradem i innymi żywiołami.

Z ludową obrzędowością wielkanocną wiążą się praktyki podczas Dni Krzyżowych, poprzedzających Wniebowstąpienie Pańskie. Przez trzy kolejne dni w procesji niesiony jest krzyż oraz figura Pana Jezusa Zmartwychwstałego, a ksiądz przewodniczący procesji modli się i święci pola, aby Chrystus pobłogosławił urodzajom. Procesja nawiedza figury i kaplice przydrożne, śpiewając Litanię do Wszystkich Świętych, suplikacje i pieśni wielkanocne, Litanię do Matki Bożej i suplikacje, jak też pieśni o krzyżu, np. Krzyżu święty.

Na Podkarpaciu w żywej tradycji nadal funkcjonują praktyki związane z pobożnością ludową i liturgią Kościoła, a wraz z nimi kultywowany jest stosowny repertuar. Należą tu śpiewy wielkanocne w ramach obrzędowości liturgicznej i pozaliturgicznej, zwykle towarzyszące wielkanocnemu zwyczajowi Śmigusa-Dyngusa, jak też pieśni o krzyżu i pieśni przygodne wykonywane podczas procesyjnego obchodzenia pól w Dni Krzyżowe.

Janusz Dachnowicz
Powyższe informacje są małymi fragmentami dwóch niezwykłych prac, do lektury których gorąco zachęcam.

Przykłady obrzędowości z terenu dzisiejszej Gminy Dubiecko. Materiał zaczerpnięty z Rocznika Przemyskiego T. XIX-XX, wydanego w 1978 r. przez Towarzystwo Przyjaciół Nauk w Przemyślu. Tekst Jadwigi Pawłowskiej „Obrzędy doroczne we wsiach w okolicy Dubiecka, Powiat Przemyśl”.

Małgorzata Dziura „Cztery pory roku o pracy i świętowaniu na ziemi przemyskiej”. Wydawca Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej Przemyśl 2019 r.
Kinga Strycharz-Bogacz, Obrzędy, zwyczaje i śpiewy wielkanocne w życiu i pobożności ludowej mieszkańców podkarpacia, Roczniki Teologiczne, Tom LXIV, zeszyt 13 – 2017. Strona facebuk - Darażówka 07.04.2023 r.

Fotografia: Fotografia - Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej.

05/04/2026

Wielka Niedziela Zmartwychwstanie Jezusa.

Święta Wielkiej Nocy to wyjątkowy czas, w którym symboliczne obrzędy religijne oraz tradycja ludowa i świat przyrody splatają się w jedno. Wielkanoc. Święto Zmartwychwstania Pańskiego - jest jednym z najstarszych i najważniejszych świąt chrześcijańskich.Wielkanoc rozpoczyna w niedzielę msza św. rezurekcyjna i bicie w kościelne dzwony. Dawniej uważano, że kto rezurekcję przespał nie miał prawa jeść święconego.
Biciu dzwonom towarzyszyły donośne odgłosy wystrzałów z petard i moździerzy Im więcej wystrzałów tym wielkanocna radość wiernych większa. W Krzywczy był zwyczaj strzelania z moździerza. „Mieli moździerz, który potem chyba Niemcy zarekwirowali. Ten moździerz mieli tam przy kościele; tam na Wielkanoc nabijali ten moździerz i dwa czy trzy razy był wystrzał. Huk się niósł po okolicy, jak wypali”. [Relacja mieszkańca Krzywczy].
Po uroczystościach kościelnych ludzie szybko wracali do domu, gdzie czekała na nich święconka. W miejscowościach: Nienadowa, Wybrzeże, Słonne (k. Dubiecka) praktykowany był zwyczaj ścigania się w drodze powrotnej po rezurekcji. Wierzono, że kto pierwszy przybędzie do domu, ten najszybciej obrobi się w polu. Śniadanie wielkanocne, zwane „święcone”; było bardzo uroczyste. Poprzedzał je zwyczaj dzielenia się poświęconym jajkiem i składania życzeń: zdrowia, szczęścia i radości. W dawnych czasach po podzieleniu się jajkiem każdy z domowników, bez wyjątku, musiał zjeść startą laskę chrzanu, była to nie tylko forma. umartwienia, ale i "zabieg medyczny”, któremu trzeba było się poddać przed sutą i smaczną ucztą. Tłumaczono, że spożycie chrzanu jest cząstką goryczy współdzieloną z Chrystusem, który na krzyżu był pojony octem. W rzeczywistości ten naturalny środek bakteriobójczy i grzybobójczy chronił przed różnymi dolegliwościami. Dopiero po zjedzeniu chrzanu można było raczyć się świątecznymi przysmakami. Zgodnie z tradycją nie podawano ciepłych dań, ponieważ w największe święta nie należało wykonywać żadnej ciężkiej pracy, a za taką uważano rozpalanie ognia i gotowanie. Wszystkie potrawy gotowane były wcześniej, a w niedzielę wielkanocną co najwyżej odgrzewane. W wielu miejscowościach ziemi przemyskiej podawano wielkanocny żurek: pierwszym daniem śniadania był barszcz z pokrojoną do niego częścią „święconego”, wkrajano wszystkie święcone potrawy: jajka, kiełbasę, szynkę, chleb. Po spożyciu barszczu jedzono resztę „święconego”. Stół zdobiły kolorowe pisanki, gałązki zielonego bukszpanu i pierwsze kwiaty. Pośrodku stołu królował baranek, zwany niegdyś „anguskiem”, wyrobiony z wosku, masła lub ciasta, później najczęściej z masy cukrowej. Baranek wielkanocny z czerwoną chorągiewką jest symbolem Jezusa Zmartwychwstałego, ale także pokory i niewinności. Na wiejskim stole wielkanocnym pojawiały się: kiełbasy, szynki, jaja, masło, ser, słonina, były też słodkości, choć nie tak wytworne jak dworskie baby czy mazurki. Słodkie wypieki to kołacze, paski (drożdżowe bułki wyrośnięte, ale z dość ciężkiego ciasta). Wierzono, że nic ze „święconki” nie może się zmarnować, dlatego skorupki z jajek wynoszono na grządki, by warzywa się rodziły; do sadu, by drzewa owocowały. Mieszano je z karmą dla drobiu, by się dobrze chował. Skorupki pisanek położone pod drzewa owocowe miały zapewnić urodzaj owoców, gdyż j***o wówczas udzielało swoich sil płodności. Wierzono, że j***o mogło odwracać wszelkie nieszczęścia i niszczyć zło. Po powrocie z rezurekcji święcono dom i obejście, a po południu pole. Wychodzono całymi rodzinami z kawałkiem babki, dawniej paski, święconymi jajkami, kraszankami i pisankami. Zjadano to wszystko na miedzy na dobry urodzaj. W tym samym celu zakopywano na polu okruchy ciasta i skorupki od jaj. Część okruchów wysiewano w ogrodzie jako „marunę”, czyli ziele stosowane jako lek od bólu żołądka. Przy siewie wypowiadano formułkę:

Sieję cię maruna,
na te Boskie korune,
daj mi Boże wiedzieć,
Kiedy będę cię zrywać.

Moc jaja zwiększała się poprzez malowanie i poświęcenie w kościele. Było lekarstwem na urok, zapewniało urodzaj, szczęście i zdrowie. Zwyczaj obdarowywania się barwnymi jajkami miał na celu przekazanie tkwiących w nich sił żywotnych. Wielkanocne ucztowanie trwało przez cały dzień. W Wielką Niedzielę nie wolno było spać, bo wtedy trawa będzie zarastać ziemniaki i nie będzie szczęścia do grzybów. Starsze kobiety przestrzegały przed spaniem w pierwszy dzień Wielkanocy, bo jeśli gospodarz położy się spać, to w dniu kośby będzie miał deszcz, a gospodyni w dniu kiedy urządzi pranie. Czasami organizowano różne zabawy, na przykład w „wybitkę”; polegającą na stukaniu się pisankami, albo toczeniu ich po stole. Wygrywał ten, którego j***o najpóźniej się stłukło. Czasami chłopcy urządzali sobie zabawę. polegającą na przerzucaniu pisanek przez dach kościoła lub chaty. Do dziś przetrwały niektóre przysłowia, które mające sens wróżebny: „Na Wielkanoc słońce- lato gorące”. „Gdy na dzwony wielkanocne pada, suchość nam przez lato włada”. „Na Wielkanoc pogoda, duża w polu uroda”. Niedzielę Zmartwychwstania Jezusa starsi spędzali w domu; śpiewali pieśni wielkanocne i nie odwiedzali znajomych. Wiązało się to z ludowym przekonaniem, że w wielkie święta dusze zmarłych powracają, by spotkać się ze swoimi rodzinami.
Na ziemi przemyskiej, zamieszkanej przez ludność różnych wyznań, tradycja katolicka przeplatała się z prawosławną i greckokatolicką, stąd w niektórych miejscowościach obchody Świąt Wielkanocnych rozpoczynała odprawiana przez świtem jutrznia określana jako wsinoczna, celebrowana procesyjnie wokół cerkwi przez lud na czele z księdzem, po której sprawowano Mszę św. Następnie ksiądz święcił na cmentarzu wokół cerkwi przyniesioną przez mieszkańców, zawiniętą w obrusek tradycyjną paskę (chleby i kołacze) oraz inne pokarmy w ceberkach.

Ciekawy jest opis Wielkanocy ruskiej [rusińskiej - obecnie ukraińskiej] w przemyskim zawarty w relacji Oskara Kolberga (1814-1890): "Na Wielkanoc rano, zwykle jeszcze przed wschodem słońca, ksiądz z procesją na jutrznią obchodząc wkoło cerkiew, śpiewa: „Woskres Chrystos iz hroba jakoj nam proreczyv, i nam daruje żywot wiczny myr wełyja myłośt'”
Po tej wsinoczny (jutrzni) i po mszy św. rano jeszcze, ludzie się schodzą do cerkwi; kobiety przynoszą z sobą paski (chleby z pszennej mąki i kołacze do święcenia) zawiązane w obruski, także w ceberkach jaja, masło, ser, sól, mięso, kiełbasy itd. i obsiędą z tem cmentarz na około cerkwi. Ksiądz po nabożeństwie wyszedłszy z cerkwi, obchodzi ją i święci wszystkie te wiktuały, pobłogosławi i przeżegna; poczem idą wszyscy do domu spożywać święcone, co Bóg dał.
Skorupy od zjedzonych kraszanek święconych gospodynie rzucają w ogrodzie na rozsadę kapusty, ażeby ta miała duże główki i gąsienice jej nie objadały.
W godzinę po śniadaniu, dziewki i parobcy wychodzą na cerkiewny cmentarz, leżący, jak i sama cerkiew na pewnem wynioślejszem zwykle we wsi gruncie, na zabawy, które się tu nazywają: Łahivki albo Hałahiwki (Hajiłki). Tak dziewki jak i parobcy bawią. się z osobna.
Największą. uciechą parobków w tym dniu jest ustawiczne dzwonienie we wszystkie dzwony. Jeden po drugim na dzwonnicy dobijają się oni do sznurów i dzwonią do późnego wieczora, wierząc ze przez to zboże wszelkie w polu, a hreczka szczególniej, każdemu z nich obficiej urodzi.
Tymczasem inni parobcy zabawiają. się w gry rozmaite, jako to: parobcy biorą się za poły od świtek swoich, i biegają jeden za drugim. Ujrzawszy pana lub ekonoma przypatrującego się ich zabawie, podbiegają do niego, a stojący na przodzie parobek, pokazując na swych towarzyszy, mówi że ma woły do sprzedania i prosi by je pan odeń kupił. Na co, zagadnięty w ten sposób pan, śmiejąc się wydobywa z portmonetki pieniądz jaki (np. reńskiego ) i płaci to przywódcy, a wtedy wszystkie owe woły dziękują mu za to ryczeniem i do nóg mu się kłaniają.
Dalej, wlezie znów dwóch parobków na plecy dwóm drugim grupa ta przybywa podobnież przed pana; a jeden z niej nie zaniedbuje upraszać równie jak i jego poprzednik: "niej se pan u mene kupyt óbórih (bróg na siano)." Więc pan daje znów za to pieniądz jaki, i odbiera niby to od siana podziękowanie grupy pewnym tejże chrzęstem.
[…] parobcy i dziewki schodzą się na łąkę i tam na trawie lub desce albo stołku goszczą się święconym serem, jajkami itp. Poczem parobcy wbijają. w ziemię jeden pal, na nim przybijają. tablicę, na której kreślą. koło czarne (szajbę), jako cel, do którego strzelają i robią z prochu fajerwerki. Dziewczęta zaś bawią się osobno: w osobnem miejscu zabijają do ziemi koły w trójkąt i ująwszy się za ręce wywijają się między temi kołami wężykowato i śpiewają pieśni. Przyczem parobcy częstokroć wpadają na nie i mieszają im szyki. Zabawy dziewcząt mają znów charakter tej płci właściwy każda niemal zabawa ma swoją nazwę.” [Kolberg w czasie swoich podróży w latach 1861, 1863, 1883 i 1884 przebywał w miejscowości Iskań k. Dubiecka. Korzystał tu z gościnności Julii i Gabriela Załęskich, spokrewnionych z Konopkami. Badaczowi udało się zgromadzić tutaj bardzo bogaty zbiór pieśni obrzędowych oraz opisy zwyczajów i wierzeń. Zanotowane przez Kolberga materiały folklorystyczne ukazują przenikanie się w tym regionie elementów kultury ludowej polskiej i rusińskiej].

Janusz Dachnowicz
Powyższe informacje są małymi fragmentami dwóch niezwykłych prac do lektury których gorąco zachęcam.

Przykłady obrzędowości z terenu dzisiejszej Gminy Dubiecko. Materiał zaczerpnięty z Rocznika Przemyskiego T. XIX-XX, wydanego w 1978 r. Przez Towarzystwo Przyjaciół Nauk w Przemyślu. Tekst Jadwigi Pawłowskiej „Obrzędy doroczne we wsiach w okolicy Dubiecka, Powiat Przemyśl”.

Małgorzata Dziura „Cztery pory roku o pracy i świętowaniu na ziemi przemyskiej”. Wydawca Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej Przemyśl 2019 r.
Romanik: Stary Kufer 8 kwietnia 2023 r.
Kinga Strycharz-Bogacz, Obrzędy, zwyczaje i śpiewy wielkanocne w życiu i pobożności ludowej mieszkańców podkarpacia, Roczniki Teologiczne, Tom LXIV, zeszyt 13 – 2017. Strona facebuk - Darażówka 07.04.2023 r.
Fotografia: Grób Pański w Pruchniku, lata 30. XX wieku. Fot. Marian Tomasiakiewicz (1902-1976). Klisza szklana w zbiorach Muzeum w Jarosławiu Kamienica Orsettich.

03/04/2026

Wielki Piątek

Wielki Piątek to dzień szczególny – czas ścisłego postu oraz oddawania hołdu zmarłemu Chrystusowi. Tego dnia w kościołach nie odprawia się mszy świętej, a najważniejszym elementem liturgii jest uroczysta adoracja krzyża. W świątyniach panuje powaga i żałobna cisza. Eucharystia zostaje przeniesiona do kaplicy zwanej „ciemnicą”, natomiast w głównym ołtarzu pozostaje otwarte tabernakulum.

Żywą tradycją jest odsłonięcie Grobu Chrystusa pod koniec wielkopiątkowej liturgii oraz jego adoracja, trwająca aż do rezurekcji w Niedzielę Wielkanocną. W tym dniu obowiązywały zasady podobne do tych, które towarzyszą żałobie – nie wolno było krzyczeć ani nawet głośno rozmawiać, a także wykonywać hałaśliwych prac, takich jak rąbanie drewna czy pranie kijanką. Lustra zasłaniano lub odwracano do ściany, wierząc, że osoba, która spojrzy w nie w tym dniu, może ujrzeć diabła. Istniało również przekonanie, że gospodarz, który spojrzy w lustro w Wielki Piątek, narazi swoje plony na zniszczenie przez grad.

Szczególną czcią otaczano krzyż – symbol wiary chrześcijańskiej. Grobu Jezusa strzegli wartownicy ubrani w strażackie mundury lub – w niektórych wsiach – w barwne stroje tzw. „turków”. Tradycja ta nawiązuje do rzymskich żołnierzy pilnujących grobu ukrzyżowanego Chrystusa.

W ludowej obrzędowości ważne miejsce zajmowało symboliczne pożegnanie żuru i śledzia – podstawowych potraw postnych. Gospodyni wynosiła z domu garnek z żurem i wyrzucała śledzia. Choć był to dzień żałoby, czynności te odbywały się często w atmosferze radości.

Wielki Piątek uważano za dzień niepomyślny dla prac polowych, dlatego obowiązywał zakaz ich wykonywania. Dotyczył on także Wielkiej Środy i Wielkiej Soboty – tzw. suchych dni. Wszelkie czynności gospodarskie i osobiste obwarowane były licznymi praktykami magicznymi. Uważnie obserwowano także pogodę – wierzono, że deszcz w Wielki Piątek zapowiada mokry rok i słabe plony, zwłaszcza ziemniaków.

Młodzież, zgodnie z tradycją, płatała w tym dniu różne figle. Wierzono również w uzdrawiającą moc wody, szczególnie tej pochodzącej z miejsc, gdzie krzyżują się cieki wodne. Dlatego przed świtem obmywano się w rzekach i jeziorach, aby uchronić się przed chorobami. Jednocześnie przestrzegano, by nie myć głowy – mogło to bowiem skutkować wypadaniem włosów i bólem głowy przez cały rok.

Gospodarze sadzili w tym dniu drzewka owocowe, wierząc, że będą wyjątkowo dobrze owocować. Szczególne właściwości przypisywano również j***om zniesionym w Wielki Piątek – miały się nie psuć, a wrzucone w ogień gasić pożar.

W Dylągowej znany był zwyczaj symbolicznego bicia dziewcząt gałązkami wierzby lub łoziny przez młodych chłopców, a także przez rodziców wobec dzieci. Obrzęd ten nawiązywał do biczowania Chrystusa i towarzyszyły mu słowa: „Boże rany”.

Wierzono, że Wielki Piątek jest dniem szczególnie niebezpiecznym – Chrystus spoczywa w grobie, dzwony milczą („są zawiązane”), a złe moce mają swobodniejszy dostęp do ludzkich siedzib. Odstraszać je miały kołatki. Prace wykonywano jedynie do południa, po czym udawano się do kościoła, by uczestniczyć w obrzędach wielkopiątkowych.



Pisanki

Wielki Piątek był również dniem intensywnych przygotowań do świąt, zwłaszcza zdobienia pisanek. To właśnie one stanowiły jeden z najważniejszych symboli Wielkanocy. Były to jajka barwione i zdobione różnorodnymi wzorami, wykonywane wieloma technikami.

Najczęściej zajmowały się tym dziewczęta, które następnie wręczały pisanki chłopcom. Był to gest o szczególnym znaczeniu – panny obdarowywały nimi kawalerów, których darzyły sympatią i akceptowały jako przyszłych mężów. Otrzymanie pisanki było więc wyraźnym znakiem zainteresowania.

Pisanki pełniły również funkcję ozdobną – zdobiły wielkanocne stoły, a także stanowiły podarunki dla rodziny i znajomych. Ofiarowanie malowanego jajka było wyrazem życzliwości i dobrych uczuć.

Jajka przeznaczone do zdobienia musiały być starannie wyselekcjonowane – czyste i pozbawione plamek. Do ich barwienia wykorzystywano naturalne składniki: łupiny cebuli dawały różne odcienie żółci, odwar z czarnych jagód barwił na niebiesko, a pokrzywa nadawała kolor zielony. Potocznie wszystkie zdobione jajka określa się mianem pisanek, niezależnie od zastosowanej techniki.



Janusz Dachnowicz
Powyższe informacje stanowią fragmenty dwóch niezwykłych prac, do których lektury gorąco zachęcam.

„Przykłady obrzędowości z terenu dzisiejszej Gminy Dubiecko” – materiał zaczerpnięty z Rocznika Przemyskiego, t. XIX–XX (1978), wydanego przez Towarzystwo Przyjaciół Nauk w Przemyślu. Tekst Jadwigi Pawłowskiej: „Obrzędy doroczne we wsiach w okolicy Dubiecka, powiat Przemyśl”.

Małgorzata Dziura, Cztery pory roku o pracy i świętowaniu na ziemi przemyskiej, Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej, Przemyśl 2019.

Fotografia: „Judasz w Pruchniku”, lata 30. XX w., „Przedwojenna Polska na fotografii”, Roman Krzysztof Szulkowski.

"W tym dniu obmywano się, lub kąpano w rzece, aby zapewnić sobie dobre zdrowie. Starym i chorym przynoszono wodę do domu...
02/04/2026

"W tym dniu obmywano się, lub kąpano w rzece, aby zapewnić sobie dobre zdrowie. Starym i chorym przynoszono wodę do domu. W miejscowościach Śliwnica i Słonne (k. Dubiecka) ceremonii tej dokonywano o północy ze środy na czwartek. Mocno wierzono w ozdrowieńczą moc wody".

Wielki Czwartek
Dzień ten rozpoczynał trzydniowy okres od Wielkiego Czwartku do Wielkiej Niedzieli określany jako Triduum Paschalne. W Wielki Czwartek trwają przygotowania domowe do świąt, których zwieńczeniem jest duchowe przeżycia związane z wieczorną mszą Wieczerzy Pańskiej. Jest to pamiątka ustanowienia dwóch sakramentów - eucharystii i kapłaństwa. W Wielki Czwartek milkły kościelne dzwony, zastępowane klekotem drewnianych kołatek. Milczenie dzwonów określa się "uciszeniem w kościele” lub ”zawiązaniem dzwonów”, czego oznaką dawniej, było związanie ich sznurów. Zawiązanie dzwonów to wprowadzenie wiernych w okres wyciszenia. Był to czas powstrzymania się od co- dziennych prac i obowiązków. Do wieczornego nabożeństwa wielkoczwartkowego powinny były być zakończone wszystkie najważniejsze czynności przedświąteczne i rozpoczynało się święto. Dawniej gdy milczały dzwony, chłopcy biegali po wsi z kołatkami, mocno hałasując, co miało symbolizować wypędzanie Judasza i ochronę przed wtargnięciem złych mocy. Jeszcze do lat sześćdziesiątych XX wieku­ wszystkim małym chłopcom ojcowie robili „kła­paczki”, używane w kościele razem z ministrantami i w drodze do kościoła. Wierzono że w Wielki Czwartek i Wielki Piątek po miedzach i krzyżowych drogach chodzą czarownice, które zbierają rosę potrzebną do tajemnych praktyk i są niebezpieczne dla ludzi. W tym dniu obmywano się, lub kąpano w rzece, aby zapewnić sobie dobre zdrowie. Starym i chorym przynoszono wodę do domu. W miejscowościach Śliwnica i Słonne (k. Dubiecka) ceremonii tej dokonywano o północy ze środy na czwartek. Mocno wierzono w ozdrowieńczą moc wody. W nocy z czwartku na piątek w niektórych miejscowościach ziemi przemyskiej wieszano kukłę Judasza, którą w następny dzień sądzono i palono. W tę noc chodzono także do zbiorników wodnych, lub miejsc przecinania się cieków wodnych, by zaczerpnąć wody, lub się w niej obmyć na pamiątkę przejścia Chrystusa przez Cedron.

Janusz Dachnowicz
Powyższe informacje są małymi fragmentami dwóch niezwykłych prac do lektury których gorąco zachęcam.

Przykłady obrzędowości z terenu dzisiejszej Gminy Dubiecko. Materiał zaczerpnięty z Rocznika Przemyskiego T. XIX-XX, wydanego w 1978 r. Przez Towarzystwo Przyjaciół Nauk w Przemyślu. Tekst Jadwigi Pawłowskiej „Obrzędy doroczne we wsiach w okolicy Dubiecka, Powiat Przemyśl”.

Małgorzata Dziura „Cztery pory roku o pracy i świętowaniu na ziemi przemyskiej”. Wydawca Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej Przemyśl 2019 r.
Grafika: za https://support.google.com

29/03/2026

Kwietna Niedziela
Niedziela Palmowa, zwana Kwietną lub Wierzbną, rozpoczyna cykl obrzędów wczesno- wiosennych i wielkanocnych. Jest pamiątką triumfalnego wjazdu Jezusa do Jerozolimy na święto Paschy. Sama nazwa Niedziela Palmowa pochodzi od palm, które święci się w kościele.
W Polsce palmy znacznie odbiegają od jerozolimskich, są to zwykle gałęzie wierzby, które wczesną wiosną są już pokryte pąkami zwanymi baziami lub kotkami. Dołączano do nich inne rośliny, takie jak bukszpan, leszczyna, cis, barwinek, widlak oraz wielobarwne kwiaty (z bibuły lub suszone) i wstążki. Najprostszy sposób wykonania palmy podaje mieszkanka Dylągowej: Palmy robi się z fazowych bagniątek (bazi) oraz z palmy, co rośnie na stawach (trzcina). Przygotowane w domu palmy święcono w koście­le. „Palma bije, palma trzaska, od dziś za tydzień będzie Pascha” - mawiano kiedyś, niosąc w Niedzielę Kwietną gałązki wierzbiny usiane białymi kotkami do kościoła. W wielkanocnych palmach można doszukać się echa dawnych praktyk pogańskich o charakterze płodnościowym. Palma była od zawsze symbolem odnawianego wiosną życia, a poświęcona w wierzeniach ludowych miała apotropeiczną, wróżebną i leczniczą moc. Panowało powszechne przekonanie, że palmy mają właściwości lecznicze i magiczne oraz są pomocne w różnych zabiegach związanych z bydłem. Pierwotnie po powrocie z kościoła nie wnoszono palmy do izby, tylko zostawiano ją w oborze
lub pod strzechą. Zwyczaj przechowywania palm za obrazami w domu jest późniejszy. Poświęconą palmę wkładano za obraz i przechowywano cały rok, aby strzegła domu i przynosiła mu błogosławieństwo. Palmy święcono w kościołach, często te same przez dwa lub trzy lata. Poświęconą palmę zatykano w domu za obrazy, za belki w komorze, stodole, aby uchronić budynki od pioruna i wszelkiego zła. Wkładano palmy także za poszycie dachu, aby wiatr je nie poszarpał. W czasie burzy stawiano palmę obok gromnicy jako przedmioty apotropeiczne, czyli takie które mając właściwości magiczne chronią człowieka przed mocami demonicznymi. urokami, chorobami, czy klęskami żywiołowymi.
Palmy też rozbierano na cząstki, które wykorzystywano do różnych praktyk. Wierzono że palma ma moc zabezpieczania przed złem i chorobami. Po powrocie z kościoła ze święconymi palmami chłostano się nimi dla zdrowia. W Dylągowej po przyniesieniu palmy z kościoła do domu - mówiono bijąc nią symbolicznie dzieci: "wierzba bije, nie ja bIję, za tydzień wielki dzień, za sześć nocy Wielkanoc”. Uważano także, że należało zjeść bazię z palmy, by się uchronić przed chorobami gardła, płuc i innymi bólami. W Dylągowej noszono palmy do święcenia z przyczepionymi małymi buteleczkami napełnionymi oliwą. Oliwa ta była dobrym lekarstwem na bóle krowiego wymienia i ból ucha. Oliwę święcono na pamiątkę męki Pana Jezusa na Górze Oliwnej.

Janusz Dachnowicz
Powyższe informacje są małymi fragmentami dwóch niezwykłych prac do lektury których gorąco zachęcam.

Przykłady obrzędowości z terenu dzisiejszej Gminy Dubiecko. Materiał zaczerpnięty z Rocznika Przemyskiego T. XIX-XX, wydanego w 1978 r. Przez Towarzystwo Przyjaciół Nauk w Przemyślu. Tekst Jadwigi Pawłowskiej „Obrzędy doroczne we wsiach w okolicy Dubiecka, Powiat Przemyśl”.

Małgorzata Dziura „Cztery pory roku o pracy i świętowaniu na ziemi przemyskiej”. Wydawca Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej Przemyśl 2019 r.

25/12/2025

Boże Narodzenie i św. Szczepana

Boże Narodzenie jest świętem związanym z narodzinami Jezusa - Syna Bożego. Było nazywane Godami albo Godnymi Świętami. Ta nazwa po- chodzi od godzenia parobków na służbę i przyjmowania pracowników do sezonowych posług w gospodarstwie. Miało to miejsce od 25 grudnia do 6 stycznia. Inne wyjaśnienie Godów odnosi się do kultów solarnych. Zimowe przesilenie było czasem symbolicznego zwycięstwa światła i nadzieją na nowe plony. Barbara Ogrodowska pisze: "Starzy ludzie na wsiach powiadali, że jest to nie tylko dzień narodzin Boga, ale także zaślubin (godów) dnia i nocy, ciemności i światła”. Należy jeszcze przypomnieć, że prasłowiańskie obchody Godów trwały około dwóch tygodni. Reliktem tak długiego świętowania obchodów jest tkwiące w zbiorowej świadomości przekonanie, że okres świąteczny trwa od Wigilii Bożego Narodzenia aż do Trzech Króli. Czas ten był obchodzony uroczyście i hucznie, czyli godnie, dlatego z czasem wesela i rocznice ślubu zaczęto również określać słowem „gody”, ponieważ kojarzyły się ze świętowaniem i wystawnymi przyjęciami.
Pierwszy dzień Bożego Narodzenia tradycyjnie spędzano w domu. Był to czas spokoju, powagi i nic nierobienia, ponieważ reguła świętowania wymagała „inności” czyli odróżniania się od wypełnionej pracą codzienności. Nie można było jednak w ten dzień spać, gdyż wierzono, że źle to wpływa na zdrowie ludzi, zwierząt i plony. Zabraniano rozpalania ognia pod piecem, gotowania, sprzątania, zamiatania, rąbania drew. Można byto jedynie nakarmić zwierzęta. Często praktykowanym zwyczajem w przemyskich wsiach było ranne mycie się w wodzie z monetą. W wywiadzie z Babic odnotowano: „Z rana w Boże Narodzenie każdy biegał boso do studni, nabierali do miednicy wody, rzucali do niej monety i myli się - znaczyło to, że takich bedo się trzymać pieniądze”. W Bachowie: „ludzie myli się w wodzie z monetą, mówili przy tym że to po to, żeby być zdrowy jak piniądz”. Bożonarodzeniowe świętowanie przebiegało w rodzinnym gronie, najczęściej przy stole, jedzono i śpiewano kolędy. Po postnej Wigilii, w dzień święta, była obfitość mięsnych potraw. Wiejskie "menu" tego dnia na badanym obszarze najczęściej obejmowało rosół i kawałek mięsa z kury oraz ziemniaki. Serwowano też słodkości.
Od dnia narodzin Jezusa weselono się i bawiono, po domach chodzili kolędnicy, dzieci z życzeniami i dorośli przebrani za Herody. Grupy Herodów składały się naczęściej: z króla, żyda, śmierci, anioła, diabła i żołnierzy. W pamięci mieszkańców wsi Herody zachowały się jako hałaśliwe, a jednocześnie śmieszne przedstawienia. Inscenizacja oprócz historycznych i religijnych scen zawierała głębszą treść, ukrytą między wierszami fikuśnie ułożonych rymowanek - dotyczyła bowiem przesłania o nieustającej walce dobra ze złem i zwycięstwie tego co prawe, moralne i boskie. Wizyta Herodów przynosiła domownikom pomyślność na następny rok. Szacunku do wiary i uczciwości uczyły również powitania - od Wigilii aż po św. Jana, wchodząc do domu należało powiedzieć: „na szczęście na zdrowie na tą świętą Wigilię”, a potem według kolejności świąt: „… z tym Bożym Narodzeniem”, „…świętym Szczepanem”, „ze świętym Janem”.
Dziś kolędy oznaczają pieśni śpiewane w kościołach i domach. Są one dziełem zarówno autorów anonimowych, jak i uznanych poetów, na przykład Bóg się rodzi autorstwa Franciszka Karpińskiego (powstała w Dubiecku). Określenie ”kolęda" pochodzi od łacińskiego calendae, co oznacza w kalendarzu juliańskim pierwszy dzień miesiąca. Styczniowe calendae wiązały się ze składaniem życzeń pomyślności w Nowym Roku. Ten zwyczaj przywędrował do Polski i przyjął się w różnych formach kolędowania - chodzenia po kolędzie. Od zawsze życzenia kolędników miały zapewnić pomyślną przyszłość. Jerzy Bartmiński dostrzega różnicę między kolędami kościelnymi i ludowymi uznając, że: "Kościelne pozostają w zgodzie z tekstami kanonicznymi, są poważne w tonie, ludowe wykraczają tematycznie poza ewangeliczne przekazy o narodzeniu Jezusa, wprowadzają pogodny nastrój i nierzadko nadają tekstom charakter wesołej zabawy”. W wiejskich zagrodach słychać było wspólne kolędowanie, a gospodarze uważnie śledzili każdy dzień od Bożego Narodzenia do Trzech Króli.
Te dwanaście dni po kolei wróżyło pogodę na cały rok. Słoneczny dzień zapowiadał ładną pogodę w danym miesiącu i odwrotnie: niepogodny - brzydką. Na podstawie aury panującej w dzień Bożego Narodzenia określano także pogodę na najbliższy okres. Uważano, że "jak Boże Narodzenie po lodzie, to Wielkanoc po wodzie" i odwrotnie.

Drugi dzień świąt bożonarodzeniowych poświęcony był św. Szczepanowi. Pierwszemu męczennikowi za wiarę chrześcijańską. Został ukamienowany, gdy przyznał się przed sanhedrynem do wiary w Chrystusa. Ludowe obchody tego dnia mają podłoże agrarne, choć nawiązujące do chrześcijańskiej tradycji. Podczas mszy św. w kościele do dziś święci się owies na pamiątkę ukamienowania św. Szczepana i dla zapewnienia urodzaju w przyszłym roku. Święcenie owsa ma również uzasadnienie magiczne. gdyż skropienie ziarna wodą wzmagało w nim siły witalne. Ziarno sypano w kościele, a po nabożeństwie, już pod kościołem. Chłopcy i dziewczęta też się nim obsypywali. Czynili to także mieszkańcy wsi po chatach, składając sobie życzenia. Miało to zapewnić zdrowie, a dziewczętom urodę. Poświęcony owies gospodarze dodawali do ziarna siewnego na wiosnę. Po powrocie z kościoła dawano trochę owsa kurom, by lepiej się niosły. Jan Stanisław Bystroń dowodził, że obsypywanie się owsem na pamiątkę męczeństwa św. Szczepana ma rodowód starszy niż chrześcijański. Obsypywanie się ziarnem czy pieniędzmi to magiczny środek zapewniający pomyślność, urodę i bogactwo.
Dzień św. Szczepana był przeznaczony na rodzinne i sąsiedzkie odwiedziny oraz kawalerskie zaloty. Od bardzo wczesnego ranka chodzili po wsi tak zwani śmieciarze, którzy zaśmiecali słomą obejścia panien na wydaniu.”Śmieciarze” obsypywali je też owsem, co miało zapewnić im szczęście. Tadeusz Burzyński odnotował: "Słomę z podłogi dziewczęta wynosiły do obory lub na pole daleko poza zagrodę. Wynosząc śmieci, zwracały uwagę, aby nikt tego nie widział. aby im nie „zabrał” szczęścia […]. Gdy panna naraziła się w jakiś sposób kawalerom, czy też była wyniosła i zarozumiała, wysypywali jej ścieżkę przed domem słomą, co narażało ją na drwiny ze strony mieszkańców wsi. Stawiano też często przed jej domem słomianego kawalera". Ciekawy sposób chodzenia "po śmieciach" występował w Hłudnie, nazywano ten zwyczaj"trzęsieniem drzewka". Polegał on na tym, że do panny przychodził jej kawaler z kolegami i pytał, czy postawi im wódkę, a oni za to pozamiatają jej wszystkie kąty i posprzątają słomę z podłogi, która leżała od Wigilii. Kiedy wyraziła zgodę, zamiatali izbę, ze słomy kręcili powrósła i od drzewa do drzewa przeciągali taki słomiany sznur z powróseł. Resztę słomy palili na polu, a następnie powracali do izby, gdzie gościli się i bawili do późnych godzin nocnych. W Niewistce funkcjonował bardzo podobny zwyczaj, o czym wspomina informatorka: „Na św. Szczepana w tych okolicach chodzili śmieciarze. Po śmieciach chodzili tam, gdzie były panny. Panny przed przybyciem śmieciarzy przygotowywały wódkę i zakąskę, którymi później częstowały śmieciarzy. Śmieciarze, po przyjściu do danego domu zaczynali psocić, najczęściej kupowali drzewko (choinkę) od gospodarza. Przy dokonywaniu transakcji starali się coś zerwać z drzewka, żeby wytargować niższą cenę”. Figle śmieciarzy zawsze były przyjmowane z humorem. Odwiedziny śmieciarzy przynosiły pannie honor. Wizyta kawalera w tym okresie w domu panny na wydaniu oznaczała poważne zamiary małżeńskie. Zwłaszcza kiedy kawaler usiadł pod podłaźniczką lub z choinki zerwał jabłko bądź orzecha, wiadomo było, że przyszedł w konkury. Starał się też przypodobać rodzicom dziewczyny, a panna mogła pochwalić się swoją gospodarnością i gościnnością. Od św. Szczepana rozpoczynało się kolędowanie. Tradycyjnie po kolędzie chodzili nie tylko przebierańcy, ale i ksiądz. Pierwsze wzmianki o kolędzie jako wizycie duszpasterskiej spotykamy w XIV wieku, kiedy biskup krakowski Jan Bodzanta nakazywał duchowieństwu, by nie wymagało od wiernych określonych datków, ale przyjmowało, kto co da. A Łukasz Gołębiowski odnotował, że księdzu chodzącemu po kolędzie po wsiach dawano: słoninę, ser, grzyby, orzechy, owoce, kokosze i po kilka groszy, w dworach natomiast większe pieniądze i poczęstunek.

Przygotował Janusz Dachnowicz

Powyższe informacje są kolejnymi obszernymi fragmentami niezwykłej pracy dr Małgorzaty Dziura z Narodowego Muzeum Ziemi Przemyskiej, do lektury której gorąco zachęcam.

Małgorzata Dziura „Cztery pory roku o pracy i świętowaniu na ziemi przemyskiej”. Wydawca Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej Przemyśl 2019 r.

Wykorzystano także źródła:
Jadwiga Pawłowska„Obrzędy doroczne we wsiach w okolicy Dubiecka . Powiat Przemyśl” Rocznik Przemyski T. XIX - XX. TPN Przemyśl 1978 r.
„Zwyczaje i obrzędy weselne we wsiach z okolic Babic nad Sanem”. Rocznik Przemyski Tom: XXII - XXIII. Wydany w 1983 r., przez Towarzystwo Przyjaciół Nauk w Przemyślu].
„Boże Narodzenie na Lubaczowskiej wsi” Magdalena Błaszczak.
Fragment pracy dyplomowej Pana Eugeniusza Brzuchacza pt. "Dzieje wsi Jodłówka" odnoszący się do tradycji Świąt Bożego Narodzenia
Portal „Stary Kufer” Romanikowie.

Kolędnicy w Trześniowie rok 1946. Bożena Krępulec Trześniów 24

Adres

Dubiecko
37-750

Telefon

502 414 754

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Olchówka umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Olchówka:

Udostępnij