Kiedyś musiał być tu bór, ale nie pozostał po nim najmniejszy ślad. Jedynie na końcu tej oryginalnie nazwanej ulicy dojrzymy kilka brzozowych zagajników.
Początek ul. Bór wyznaczała kiedyś legendarna karczma Ostatni Grosz. Mieli tu przepijać swój zarobek włościanie, wracający z częstochowskiego targu.
Budynek, choć wielokrotnie przebudowywany, dotrwał do XX w. i nie zmiotła go nawet z powierzchni ziemi żadna ze światowych wojen. Rozbiórki dokonano dopiero w latach 50., gdy w miejsce przejazdu kolejowego na ówczesnej ul. Krakowskiej postawiono wiadukt. Jego przyczółek - a nowa droga wylotowa na Katowice pokonywała górą nie tylko tory, ale i ul. Bór - wyznaczono właśnie w miejscu karczmy.
Tyle, że od dziesięcioleci nie pełniła ona już wtedy funkcji gastronomicznej: - W czasie okupacji i po wojnie mieściła się tam warsztat znanego samochodziarza, seniora rodu Walo - przypomina sobie znawca starej Częstochowy (i motoryzacji) Stanisław Kusiba.
Wiadukt poszerzono w połowie lat 70. na potrzeby "gierkówki" - odbyło się to kosztem dwóch domów na ul. Bór, której numeracja rozpoczyna się od tego czasu od trójki (po stronie nieparzystej) i czwórki (po parzystej).
- Tu większość ludzi pracowała w "Częstochowiance". Mnie pracę w fabryce załatwiła mama - mówi Andrzej Smolarczyk, dziś rencista, mieszkający całe życie na Borze.
Kadra inżynierska miała fabryczne osiedle, pozostali mieszkali w czynszowych domkach Ostatniego Grosza, budowanych po częstochowsku, z wapiennego kamienia. Rozwój położonego wtedy poza miastem osiedla ściśle związany jest z wybudowaną w 1883 r. fabryką włókienniczą. Ubogie kamieniczki z roku na rok coraz gęściej obrastały wzgórze Ostatniego Grosza. A im bliżej rzeki Stradomki, tym było biedniej - co jeszcze dziś można zobaczyć przy uliczkach położonych po północnej stronie ul. Bór. Niektóre domki nie mają nawet bieżącej domy, a czerpie się ją z ulicznych hydrantów.
Ulica Bór była zawsze ruchliwa, bo prowadziła nie tylko do Brzezin, ale też do powstających sukcesywnie w jej dalszej części licznych zakładów.
Na parterach znajdowały się liczne sklepy - np. jeszcze po wojnie mieszkańcy biegali po zakupy do sklepu prowadzonego przez rodzinę Anzorgów. Dziś nie ma po nim śladu, bo znajduje się tu pawilon przy skrzyżowaniu z al. Niepodległości.
Wytyczenie tej ostatniej w latach 50. XX w. zaburzyło dotychczasowy układ dzielnicy. Przerwano zwartą zabudowę lewej strony Boru. Dziś nie sposób policzyć, ile domów w okolicy potraktowano kilofem - będzie ich grubo ponad setka.
Rok 1906. Władze ówczesnej Częstochowy postanowiły ucywilizować "gospodarkę mięsną" - ubój prowadzono dotąd w samym centrum miasta, w tzw. jatkach. Prymitywne warunki niosły za sobą niebezpieczeństwo wybuchu epidemii. Nie bez znaczenia były też względy estetyczne i "zapachowe".
Nową rzeźnię otwarto po trzech latach budowy przy dzisiejszej ul. Bór
- ale już poza miastem (Ostatni Grosz włączono do Częstochowy w 1928 r.). Zakład należący do Towarzystwa Budowy Rzeźni SA. uważany był za najnowocześniejszy w Królestwie Polskim: do wszystkich hal doprowadzono zimną i ciepłą wodę, założono elektryczność, a nieczystości odprowadzano do Stradomki za pośrednictwem filtrów.
W czasie I wojny światowej zarząd nad rzeźnią przejęło miasto, a po jej zakończeniu rozgorzał spór: Towarzystwo Budowy Rzeźni słusznie żądało zwrotu firmy, gdyż udzielona koncesja opiewała do 1949 r. W końcu podpisano ugodę, skracając koncesję do 1944 r. z prawem wykupu przedsiębiorstwa przez miasto od 1934 r. Rzeźnia miała też wpłacać miastu 30 proc. dochodu brutto za ubój. Innego rodzaju świadczeniem była dostawa mięsa dla niewielkiego zoo, otwartego w 1930 r. przy Liceum Sienkiewicza.
Ustalenia, jak pokazała historia, nie zostały dotrzymane. Wybuchła II wojna światowa a po niej znacjonalizowano firmę. , które nie przetrwały transformacji gospodarczej na początku lat 90. XX w. Rozparcelowane budynki dawnej rzeźni nie stoją jednak puste, działa tu kilkadziesiąt firm.
Na ul. Bór postawiono niedawno nowiutki krzyż św. Andrzeja, czyli znak drogowy, ostrzegający przed pociągami. Nie wiadomo dlaczego zastosowano wersję krzyża mówiącą o przejeździe wielotorowym, co ma się nijak do rzeczywistości. Z czterech torów biegnących niegdyś do przeróżnych zakładów i hurtowni pozostał jeden. A i to nieużywany od lat. Tory są zarośnięte a drewniane podkłady zbutwiałe. Jeśli pójdziemy wzdłuż nich na północ, gruntową drogą, oznaczoną na mapach jako ul. Rzeźnicka (nie ma tablicy), dotrzemy do starego mostu nad Stradomką.
Pociągi ruszyły po nim 11 listopada 1903 r. Była to linia wąskotorowa o prześwicie 1067 mm (normalny tor ma 1435 mm) prowadząca z granicznych wtedy Herbów. W samej Częstochowie kolej miała dwie odnogi. Główna biegła przez dzisiejszą dzielnicę Trzech Wieszczów w rejon al. Wolności, gdzie zbudowano dworzec "Częstochowa I". Dodatkowa odnoga prowadziła do huty Hantkego: przez wspomniany most, przecinając ul. Bór, dzisiejszą al. Wojska Polskiego, po czym pokonując wiaduktem normalnotorową linię wiedeńską. Przy Borze zbudowano dworzec "Częstochowa II", ale była to chybiona inwestycja. Położony daleko od centrum, z kiepskim dojazdem - wszak al. Niepodległości nie było - został już po paru latach zamknięty. Do tego czasu zatrzymywały się przy nim cztery pociągi w ciągu dnia: dwa w relacji Częstochowa II - Blachownia i tyle samo "miejskich": Hantke - Częstochowa II - Stradom - Częstochowa I.
W 1915 r. linię herbską przedłużono do Kielc, zmieniając przy tej okazji rozstaw torów na rosyjski (1524 mm). W miejscu dawnej stacji osobowej przy ul. Bór powstała towarowa z rampą i bocznicą do rzeźni.
Po wybudowaniu w latach 50. linii obwodowej - przecinającej ul. Bór w rejonie ul. Jagiellońskiej - tory przy rzeźni zdegradowano do bocznic.
Ale budynek dworca o dziwo stoi do dziś, choć został częściowo przebudowany. By go zobaczyć, należy wjechać na teren posesji nr 53/57. Na obszernym podwórzu zobaczymy po lewej jakieś warsztaty, zaś po prawej ceglany budynek z zasłaniającym część elewacji szyldami hurtowni mięsno-wędliniarskiej Robex. To właśnie dworzec. Ciekawiej wygląda z drugiej strony za sprawą półkolistych okien - tyle, że zastawia je betonowy płot.
Inna pozostałością kolejową jest budynek nastawni przy samej ul. Bór, zamieniony po 1990 r. na sklep.
Gazownie powstawały w europejskich miastach wcześniej niż elektrownie - gaz służył początkowo do oświetlania ulic, potem także do celów domowych. W Częstochowie historia potoczyła się jednak inaczej i elektryczność założono już w 1886 r. - najwcześniej na ziemiach polskich. Gorzej było z gazem.
Po odzyskaniu przez Polską niepodległości władze miasta podjęły próbę budowy gazowni - ale jedynym efektem tego wysiłku było nadanie równoległej do Boru uliczce nazwy: Gazowa.
To właśnie przy niej miał powstać zakład. Po pierwsze były tu grunty miejskie, a po wtóre - sąsiadowały z linią kolejową Herby - Kielce. Jak pisał w swoich wspomnieniach Stanisław Nowak, na początku lat 20. prezes Rady Miejskiej, spółka "Gazownia w Częstochowie" zaczęła już układać bocznicę, którą przywożono by węgiel, z którego produkowało się gaz. Niestety, w tym momencie wyczerpały się fundusze, a nowych nie pozyskano: nie miało ich borykające się z wieloma innymi problemami miasto (jeden z udziałowców spółki), kapitału niemieckiego nie chciano z przyczyn politycznych, a francuskiego czy angielskiego nie udało się pozyskać. Potem nadszedł kryzys i sprawa gazowni umarła śmiercią naturalną.
Po II wojnie światowej bocznicę wykorzystała zbudowana w tym miejscu chłodnia.
Jej sztandarowym produktem są "Śnieżki" - lody w wafelkach. O tę nazwę toczył się po 1990 r. spór sądowy z innymi chłodniami. Częstochowska firma dowodziła, że to ona jest autorem receptury lodów produkowanych potem w kilku zakładach. Dziś "Śnieżka" stała się częścią nazwy przedsiębiorstwa, a lody "Śnieżki" produkowane są w pięciu smakach.
Między ulicą Bór a Gazową - pośród fabryczno-magazynowej zabudowy - znajduje się enklawa małych domków. Mniej lub bardziej zadbanych. Wśród tych ostatnich zwraca uwagę parterówka z wapiennym zameczkiem na podwórku. Obok niego drewniany grajek trzyma w rękach harmonię, towarzyszą mu inni muzycy. Jest też obracający się wiatrak i cepy powieszone na altance.
- Kiedy zachorowałem i przestałem pracować, musiałem się czymś zająć, by nie umrzeć z nudów - mówi Andrzej Smolarczyk, z zawodu frezer. Robi też meble, a jego żona Lucyna pokazuje z dumą obrotowe krzesełko dla maleńkiej wnuczki.
Dom ma historię jak większość przy tej ulicy: powstał na przełomie XIX i XX w. z wapiennego kamienia. - Dziadek był bednarzem - wspomina Zofia Ślęzak, siostra pani Lucyny. Pamięta, jak - będąc dzieckiem - weszła z siostrą do beczki, zbitej już ale nie ściśniętej obręczami. I jak dzidek na nią krzyczał.
Choć wkoło pełno zakładów i nie ma już, jak parę dekad temu, stawów przemieniających się zimą w lodowisko (stanęła na nich chłodnia) - to lokatorzy za żadne skarby nie przeprowadziliby się do bloków. Przy Borze mają kawałek ogródka i miejsce dla wielkiego kota i małego pieska. - Myśmy się tu przyzwyczaili. A jak się człowiek nauczy to śpi i mruczy - żartuje pan Andrzej.
W przedwojennej Częstochowie ostatnim budynkiem na ul. Bór - granica miasta biegła wtedy zaraz za nowym wiaduktem - była tzw. klejarnia. To zachowany częściowo do dziś kompleks fabryczny, który po wybudowaniu obwodnicy kolejowej znalazł się po jej wschodniej stronie i jako oderwany od ul. Bór musiał zmienić adres (przyporządkowany jest do ul. Jagiellońskiej).
- W czerwonym, ceglanym budynku była zawsze garbarnia i klejarnia, w której robiło się kleje z tłuszczów zwierzęcych - opowiadała niedawno "Gazecie" Bolesława Proskurowska, 90-letnia pani. - Moi rodzice stali się współwłaścicielami tego majątku około 1920 r., a wtedy garbarnia już miała swoją przeszłość. Musiała być zbudowana blisko początku wieku.
Mąż pani Bolesławy założył przed wojną odlewnię. Po 1945 r. zmieniła właściciela, potem wszystko upaństwowiono, a po 1990 r. hale trafiły w ręce prywatne.
Kolejowa linia obwodowa zmieniła przebieg ul. Bór. Właściwie powstały w ten sposób dwa Bory. Ten "drugi", za przejazdem (dziś wiaduktem) ma charakter wybitnie przemysłowy.
Tu po 1990 r. powstało kilka fortun, z których część - jak w przypadku paliwowego Techmetu - stało się przedmiotem żywego zainteresowania prokuratury.
W swej końcówce zabudowa ul. Bór przechodzi w jednorodzinną. To już Wypalanki, mało znana dzielnica, kiedyś zamiejska osada.
Okolice - do których jedzie się niestety przez mało atrakcyjne tereny - są krajobrazowo przepiękne. Pełno tu lasków brzozowych, łąk, na skraju których powstają dziesiątki nowych domów. Są tu też największe w Częstochowie ogrody działkowe.
Rozbudowę Wypalanek pierwszy zauważył Kościół. Na ofiarowanej przez dra J. Klabisha działce w 1990 r. poświecono krzyż. Rok później odprawiono pierwszą mszę - w barokowozie podarowanym przez Kombinat Budowlany przy ul. Bór. Jednocześnie rozpoczęto budowę prowizorycznego kościoła. Prace ukończono w rekordowym czasie czterech miesięcy. Właściwą świątynię postawiono w 2004 r. I umieszczono w niej relikwie św. Jadwig Ślaskiej - patronki parafii.
Na Wypalankach ul. Bór płynnie przechodzi w ul. Korkową. Ale to już całkiem inna historia.
Obecnie teren naszej dzielnicy został przyłączony do obszaru dzielnicy Błeszno.
To dzielnica położona w południowej części Częstochowy zaczynająca się od linii kolejowej Częstochowa - Kielce i ciągnąca się do granicy z gminą Poczesna. Obecnie składa się z trzech poddzielnic: Południowe Błeszno, Wypalanki i Brzeziny oraz po drugiej stronie DK-1 z osiedli: Kręciwilk i Bugaj.
Nazwa dzielnicy wywodzi się od osady położonej przy Trakcie Krakowskim w pobliżu rzeki Warty. Pierwsze wzmianki pojawiły się o niej w XIV w.
Najcenniejszym historycznie zabytkiem, o którym wie niewielu mieszkańców Częstochowy jest bardzo zniszczona pozostałość po grodzisku stożkowym otoczonym fosą, należącym niegdyś do rodu Bielów herbu Ostoja. Grodzisko znajduje się na mokradłach u zbiegu ulic Grobla i Szkolnej. Niedaleko od fortyfikacji mieści się kolejny kawałek historii Błeszna, a mianowicie pozostałości po folwarku rolnym – fragment dobrze zachowanego muru w alei kasztanowej przy ulicach Bohaterów Katynia i Grobla.