Vinteco Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Vinteco, Meble, Zielona Góra.

Dwa baranki „Gdzie żeś ty bywał czarny baraaanie,we młynie, we młynie mój miły paanie”Czy jakoś tak🙃Tym razem baranki by...
28/02/2026

Dwa baranki

„Gdzie żeś ty bywał czarny baraaanie,
we młynie, we młynie mój miły paanie”

Czy jakoś tak🙃

Tym razem baranki były dwa i zamiast do młyna - trafiły do mnie.
Podczas bliższego zapoznania okazało się, że ciemna farba to tylko przykrywka, pod którą chowa się jasne, bukowe drewno.

Jednak zdjęcie farby obnażyło coś jeszcze - tzw. protetyczną przeszłość obu foteli (co śmieszy zwłaszcza w kontekście profesji ich właścicielki). Czyli gdzieś po drodze, w wyniku upływu czasu (czy też ataku groźnego wilka) oba straciły po kończynie i podłokietniku, bo obecnie widać między tymi częściami drobne różnice.

Tak czy siak, morał tej krótkiej historii jest taki, że nie każda czarna owca jest czarna na wskroś, ale jeśli mebel jest pomalowany farbą, to całkiem możliwe, że skrywa pod nią jakieś mroczne sekrety.

I czuję, że to dość uniwersalna historia😊

Dobrego, słonecznego weekendu🌞🌺🌱

Gdzieś pomiędzy Prawdziwe życie dzieje się poza kadrem. Życie mojej pracowni również. Nie zawsze są to stopklatki idealn...
23/02/2026

Gdzieś pomiędzy

Prawdziwe życie dzieje się poza kadrem. Życie mojej pracowni również. Nie zawsze są to stopklatki idealne, a raczej w sumie rzadko. Częściej można przyłapać mnie z krzesłem w męczącym uścisku klejenia, na brudnej podłodze, z malowniczą kompozycją jeszcze nieposegregowanych śmieci w rogu.

Narzędzia tworzą raczej melanż chwilowego odłożenia niż poukładany wzór. Bo zaraz przecież któreś znów wezmę do ręki. Kilku pacjentów na stole operacyjnym. Z bebechami na wierzchu lub jeszcze niedopiętych. Na ostatni guzik albo trochę bardziej, bo tu coś i tu coś jeszcze. To schnie, tamto się szyje, a tu coś trzeba poprawić. Ja sama z włosami w nieładzie, z pyłem nie tylko na nosie. Za paznokciami świeży klej lub bejca.

Choć fabuły różne, jedno raczej niezmienne - nieidealny i do niego daleki codzienny mój spektakl. Niby znany, niby oswojony i niby wiadomo, że to przecież pracownia. I ja przecież też w pracy. A jednak - gdy ktoś wpada niespodziewanie, do tego z aparatem, czuję się… na czymś przyłapana? Nie taka? N-i-e-p-r-o-f-e-s-j-o-n-a-l-n-a? A myślałam, że jestem odporna na presję kadrów idealnych. Wiem przecież, że często to tylko sceny dokładnie skrojone pod widza. Niby takich unikam, bo liczy się prawda i sama ją nader cenię, ale jednak… coś mocno uwiera. Bo w głowie wciąż dzwoni, że nawet jeśli bałagan - to poukładany. Jeśli nawet w nieładzie - to przyjemnie dla oka. Przynajmniej, a zwłaszcza, własnego...

W pierwszym odruchu zgarniam więc z pola widzenia rozwarstwioną herbatę, zakrywam ścinki tkanin, które dopiero co spadły, myślę szybko, czy dłonie zwinąć do środka czy schować za siebie, lecz ufff, na szczęście akurat na nich rękawiczki, by nie pobrudzić dopiero skrojonej tkaniny (przed chwilą coś kleiłam i się nie domyły). Tłumaczę, że przecież bałagan, zaraz urlop i kupa roboty, że może kiedy indziej. Gdy jednak fotograf uparcie skanuje mój teren minowy, biegam za nim myślami jak pies. W każdy kąt, i widzę te wióry, ten papier, te pędzle, których ja - niedobra - znowu nie umyłam. Trudno znoszę to wejście w sam środek, nawet jeśli w nieładzie - to jednak bezpiecznej - rutyny.

Jednak reflektuję się w końcu, a może nawet jest mi to wprost powiedziane, że TO nie laboratorium, a TAKA to też ja. Nawet jeśli w tym dniu i tej chwili nie czuję się wcale TĄ, która marzy, by być uwiecznioną, a TO naprawdę przydałoby się choć nieco ogarnąć. Co z tego, że ciuch dzisiaj czysty akurat, jeśli wiem, że nie spałam zbyt dobrze, a makijaż został na stole do masażu kilka godzin temu. No i włosy związałam na szybko jakąś starą gumką. A jednak… im bardziej w rozmowie i zarazem w cudzym aparacie - tym luźniej w mej głowie. Więcej w niej miejsca na uśmiech albo nawet śmiech i tyle przyzwolenia na… TAKOŚĆ? Ostatecznie nawet szminki nie poprawiam i w sumie to nawet nie wiem, kiedy obijam w tej strefie niekomfortu prawie cały duży fotel 🙂

Niełatwo mi było zderzyć się ze sobą. Początkowo chciałam zachować te zdjęcia w prywatnej kieszeni. Trochę mi tylko smutno, że wciąż trzeba aż takiej terapii szokowej, by trochę odpuścić, ale dobrze wiedzieć, że to, co czasem dla nas „niewyjściowe” - dla innych - warte zatrzymania.

Dziękuję Grzegorzu za ten niespodziewanie całkiem miły „nalot”.☺️

Fot. Grzegorz Bystrzanowski

https://www.instagram.com/grzegorz.bystrzanowski.art/

Styczeń prześlizgnął się po kalendarzu jak ja na oblodzonym chodniku w miniony poniedziałek - praktycznie nie wiem kiedy...
29/01/2026

Styczeń prześlizgnął się po kalendarzu jak ja na oblodzonym chodniku w miniony poniedziałek - praktycznie nie wiem kiedy. W pracowni czas upłynął mi na kończeniu i zaczynaniu mebli bardzo różnych, których proces lub efekt nie zawsze udało się uwiecznić. Były też warsztaty renowacji mebli i… ospa party w domu, co nieco opóźniło niektóre realizacje. Mimo wszystko był to dobry miesiąc.

Na jego koniec chciałam pokazać Wam wielmożnego Pana Ludwika, który był dla mnie dość sporym wyzwaniem, ale też jednocześnie bardzo przyjemnym doświadczeniem, choć niektóre zdjęcia mogą sugerować co innego🙃

A wszystko zaczęło się od tkaniny, którą zobaczyła moja stała klientka odbierając kolejne krzesła po renowacji. „Jaki piękny, muszę coś zrobić w tym materiale” - rzekła mniej więcej i kolejnym razem przytargała właśnie TO spore fotelisko.

No i - w wielkim skrócie - się zrobiło😁

Pozbawienie wszelkich pikowań celowe, na życzenie klientki, ale też ze względu na tkaninę, która z racji wzoru i struktury sama w sobie robi już tutaj wystarczające zamieszanie (szkoda, że nie możecie jej dotknąć, bo naprawdę czuć tu dobrą jakość).

Ja jestem bardzo na tak dla takich nieoczywistych wyborów. A Wam jak się widzi Pan Ludwiczek w takim odzieniu?

Pozdrawiam serdecznie😘

materiał od Dekoma

Niektóre meble muszą trochę zaczekać na nowy dom, ale i te dwa beżowe obrotowe foteliki z lat 70. go w końcu znalazły😉Dz...
12/01/2026

Niektóre meble muszą trochę zaczekać na nowy dom, ale i te dwa beżowe obrotowe foteliki z lat 70. go w końcu znalazły😉

Dziękuję właścicielce za zdjęcie🙏🏻

# vintecodizajnzhistoria

Gdybym miała podsumować ten rok jednym projektem - to byłby właśnie ten. Mięciutka sofa francuskiej marki cinna, na któr...
31/12/2025

Gdybym miała podsumować ten rok jednym projektem - to byłby właśnie ten. Mięciutka sofa francuskiej marki cinna, na którą szyłam nowy pokrowiec i poduszki.

Projekt ekscytujący, pociągający, a jednocześnie stanowiący, jak się okazało, niemałe wyzwanie. Uszycie nowego, wielowarstwowego, 7-częściowego, pikowanego pokrowca na stelaż z samej gąbki, który zmienia kształt jak tylko się na nim usiądzie, 8 metrów tkaniny, owaty i tkaniny podbiciowej, kilometry nici... Tak, dokładnie, mózg mi podczas tej pracy parował🤯

Wciąż wiele projektów bywa dla mnie złożonych i trudnych, zwłaszcza, gdy podchodzę do jakiegoś tematu po raz pierwszy. Tu podchodziłam... dwa razy z dłuuugą przerwą pomiędzy.

I to jest sedno tego podsumowania. Bo czasem tak bywa, że coś nie wyjdzie, albo wyjdzie nie tak jak planowaliśmy i trzeba się zmierzyć z tematem ponownie (albo nie, to przecież kwestia wyboru). Możemy czuć wtedy wiele emocji - rozczarowanie, frustrację, lęk, wstyd, złość, ale i radość, satysfakcję, dumę, moc, energię do dalszego działania.

Podczas tej realizacji czułam każdą z powyższych emocji. I wiele innych. Głównie trudnych dla mnie. Czy to dobrze? Czy to źle? Nie oceniam, bo wiem, że już same moje wybory w kontekście tego projektu nauczyły mnie ogromnie dużo. Każdy jeden. I to akurat dla mnie zdecydowanie na plus. Dziękuję za ten rok. 🙏
Idę dalej. Do następnego😘😘😘

fot. od właścicielki

W grudniu przez warsztat przedreptało, a właściwie przegalopowało wyjątkowo sporo mebli. Zwłaszcza krzeseł, ale nie tylk...
28/12/2025

W grudniu przez warsztat przedreptało, a właściwie przegalopowało wyjątkowo sporo mebli. Zwłaszcza krzeseł, ale nie tylko. Niestety niewiele przemian udało mi się uwiecznić na zdjęciach, bo trochę ciasno z nimi miałam, a poza tym - ledwo wpadły, już zmykały. Byle zdążyć ustawić się do świąt. I ja też tylko "byle zdążyć".
Te jakoś jednak udało mi się uwiecznić w tak zwanym międzyczasie i chyba ten energetyczny kolor mnie zmotywował, by je tu zostawić. No może jeszcze to, że drewno przeszło naprawdę sporą metamorfozę, a stare obicie zrobiło podczas demontażu małą niespodziankę😉

Ps. Piękna, solidna tkanina typu plecionka od Dekoma.

Powiało chłodem, prawda?💨❄️🌨️🌫️Czasem tak bywa, że chłód liźnie nas po plecach nieoczekiwanie i jedyne czego wtedy chcem...
25/11/2025

Powiało chłodem, prawda?💨❄️🌨️🌫️
Czasem tak bywa, że chłód liźnie nas po plecach nieoczekiwanie i jedyne czego wtedy chcemy to dać mu po łapach, a czasem bywa też tak, że komuś chce się po prostu coś zmienić i czymś pożądanym jest akurat chłodniejsza tonacja. Jak tutaj. Choć akurat zbiegło się z pogodą🙃

Sosna przyrządzona na nowo w zasadzie na trzy sposoby. Blat szczotkowany, postarzany i wybarwiony na orzech, szuflady rozjaśniane techniką paint wash, obudowa malowana farbą kredową na kolor piaskowy i delikatnie przetarta. Całość zabezpieczona woskiem naturalnym.

Ps. Podobno sąsiadki zazdroszczą, a właścicielkę ten zimny powiew zmotywował, by wziąć się do roboty i tym razem samodzielnie przemalować długo już na to czekającą, inną szafkę. Same plusy w tych minusach💪❄️⛄️

A może warsztaty w prezencie?🎁Jeśli szukasz wyjątkowego prezentu dla kogoś, kto lubi majsterkować, twórczo spędzać czas,...
18/11/2025

A może warsztaty w prezencie?🎁

Jeśli szukasz wyjątkowego prezentu dla kogoś, kto lubi majsterkować, twórczo spędzać czas, czuć w dłoniach moc sprawczą lub uczyć się nowych rzeczy -
polecam bon na dwudniowe, indywidualne warsztaty renowacji mebli lub 3-godzinne konsultacje.

Warsztaty to aż 14 godzin praktyki (oraz teorii) w kameralnej pracowni w przyjaznej atmosferze i tempie oraz zakresie prac dopasowanym do uczestnika/uczestniczki.
Można się zmęczyć, ale też wypocząć (zależy jak na kogo działa praca fizyczna); oderwać się od swojej codzienności zawodowej albo złapać bakcyla i znaleźć... nowy pomysł na siebie?
Poza tym powrót do domu kończy się przyniesieniem do niego własnoręcznie odnowionego mebla i sporą satysfakcją.😁

Jeśli szukasz czegoś skromniejszego lub po prostu znasz kogoś, kto lubi działać sam, trochę już umie, ale czasem wspomina, że w jakimś zakresie przydałaby mu się pomoc - podczas 3-godzinnych konsultacji też da się trochę zrobić. A może akurat właśnie te trzy godziny sprawią, że bliska Ci osoba nabierze wiatru w żagle do dalszego działania?

Bony do nabycia w pracowni przy Jedności 62b w Zielonej Górze. W razie potrzeby możliwa wysyłka.
Jeden i drugi bon oczywiście zapakowany w ozdobne pudełko:)

Ps. Są osoby, które dostały już taki bon dwa razy i liczą na kolejny😉

Zapraszam serdecznie już teraz!

Więcej informacji tutaj:
https://vinteco.pl/18-warsztaty

Pozdrawiam,
Agnieszka Baszczak, Vinteco
W razie pytań można pisać lub dzwonić tel. 663 528 559 [email protected]

Był czerwony - jest szałwiowo-zielony. Podłokietniki też jakby w innym kierunku niż większość (sądzę, że od urodzenia). ...
06/11/2025

Był czerwony - jest szałwiowo-zielony. Podłokietniki też jakby w innym kierunku niż większość (sądzę, że od urodzenia). Taki z niego chłopak na opak. Ale drewno za to - jak przystało - bardzo jesienne😊🍂🍁

Jesteśmy wykończone- Jestem wykończona - wzdycha ciężko ta, która wcześniej była łuszcząco ciemna, spoglądając na kuzynk...
29/10/2025

Jesteśmy wykończone

- Jestem wykończona - wzdycha ciężko ta, która wcześniej była łuszcząco ciemna, spoglądając na kuzynkę stojącą obok na czterech w końcu nogach, pachnącą dopiero co wypolerowanym woskiem. - Dobrze, że cię po tym wszystkim nie przyciemniła - cmoka z uznaniem, - masz taki ładny naturalny orzechowy odcień. Ja to dopiero byłam ciemna. Na szczęście znowu mam pełno sęków na wierzchu. Przynajmniej widać, że jestem z iglastych.

- Trochę Cię tylko te drewnojady wykończyły - odzywa się ciemna, zerkając na rozsiane po bokach jasnej, zakitowane ubytki i miejsca ukąszeń. - Musiałaś sporo przejść, by się ich pozbyć. Tobie też zeżarły nogi, ale tylne, prawda? I trochę ci detali odpadło, ale widzę, że wszystko udało się dorobić.

- Tak, i lubię ten nowy odcień. Przynajmniej podkreśla, że mam już swoje lata, bo czego tu się wstydzić. Zupełnie nowe mam za to półki, ale widzę, że tobie też wstawiła.

- Ja mam nawet częściowo nowy fornir na blacie, bo stary spuchł i odpadł. Chyba wzięłam na siebie za dużo wilgoci, ale cóż, mądry mebel po szkodzie.

- Mnie to cieszy najbardziej, że w końcu będziemy miały trochę prywatności. Bo wcześniej, jak nam powykręcali zamki i pogubili kluczyki to każdy mógł sobie wejść do środka kiedy chce, a tej kuny, co zjadła moje gazety, to potem się nie mogłam pozbyć.

- No, pamiętam, jak z nią walczyłaś. Warto było w końcu coś ze sobą zrobić, ale dobrze, że już jedziemy do nowego domu, bo jestem tym wszystkim naprawdę zmęczona. Marzy mi się stos miękkich ręczników w środku i może jakiś delikatny olejek relaksacyjny.

- Oj, zmęczyłyście mnie, drogie bieliźniarki - dołączam do międzymeblowej konwersacji, zerkając po raz ostatni czy aby na pewno wszystko z nimi ok, i cykam robocze, bardziej do archiwum zdjęcia, bo na więcej weny i siły brak. Zresztą właścicielka właśnie podjeżdża pod warsztat.

Wrzucam tu jednak ku pamięci, bo to duża praca była. Nad nimi, a nad sobą zwłaszcza.
Jestem wykończona. Najchętniej to w ręcznik i olejek bym poszła. A to dopiero środa 😁

„Szukałam czegoś dla siebie i znalazłam. Odkryłam nową pasję. Nigdy nie jest za późno na szukanie swojego szczęścia i tw...
22/10/2025

„Szukałam czegoś dla siebie i znalazłam. Odkryłam nową pasję. Nigdy nie jest za późno na szukanie swojego szczęścia i tworzenie czegoś z niczego.”

To słowa mojej ostatniej kursantki, Oli, która podczas ostatnich weekendowych warsztatów indywidualnych z pełnym zaangażowaniem ćwiczyła podstawy pracy ze starociami.

Na koniec wyniosła z nich nie jeden, a dwa własnoręcznie odnowione meble - tyle miała energii i siły😉🦾.
Dziękuję Olu za spotkanie, cieszę się ogromnie, że załapałaś tego bakcyla i z niecierpliwością czekam na efekty Twoich meblowych poczynań!

A jeśli ktoś z Was chciałby spróbować swoich sił w odnawianiu mebli, w tym roku mam jeszcze ostatnie dwa wolne terminy na weekendowe warsztaty i kilka terminów na spotkania w tygodniu.

Zapraszam i potwierdzam - nigdy nie jest za późno na to, by szukać swojej pasji i uczyć się nowych rzeczy.

Więcej o warsztatach tutaj:
https://vinteco.pl/18-warsztaty

PrzebarwieniaStary mebel nigdy nie będzie jak nowy. I nie musi. Przynajmniej moim zdaniem. Niby proste, ale zanim zaczęł...
12/10/2025

Przebarwienia

Stary mebel nigdy nie będzie jak nowy. I nie musi. Przynajmniej moim zdaniem. Niby proste, ale zanim zaczęłam tak myśleć, musiało upłynąć wiele mebli, potu i… kilka dobrych jesieni.

Ta historia ma dwa wątki - drewniany i tekstylny. Tekstylny zachowam na inną okazję, bo sam w sobie jest tak zabawny, że może zaistnieć kiedykolwiek indziej, drewniany natomiast wpasowuje mi się tu i teraz, w ten oto jesienny złoto-burgundowy klimat, choć z tego, co pamiętam, swój początek miał wczesną, błotnistą wiosną.

Pewna klientka przyniosła do mnie wtedy pewne krzesło. Odczytując długi numer inwentarza wypisany białym markerem na ramie, domyśliłam się źródła, ale cicho sza;) Ustalamy szczegóły. Rama na jasno, tkanina - zgniła zieleń. Niby spokojna i stonowana, ale jak się dobrze przyjrzeć, to „coś się jednak dzieje”.

Pieczołowicie wzięłam się więc do skrobania grubej, ciemnej powłoki, by zrealizować plan i uzyskać oczekiwany efekt. I choć, prawdę mówiąc, czułam, że krzesło pokryto ciemną bejcą nie bez powodu, to z każdym kolejnym szurnięciem rosła i jednocześnie zadziwiała mnie moja własna frustracja. Cholerne przebarwienia.

Czuję, że wpadłam w sidła niewykonalnych obietnic. A żeby to pierwszy raz… Nie wiem, gdzie podczas ustaleń była moja czujność, ale wiem, że choćbym wystrugała z tych posiniałych elementów zapałki to i tak przebarwienia nie znikną i coś trzeba postanowić.

Nie do końca zadowolona z efektu pociągnęłam wszystko, zgodnie z życzeniem, tylko bezbarwnym olejowoskiem.

- Ale mi to w ogóle nie przeszkadza, super wyszło, jestem bardzo zadowolona - rzekła klientka.

Wracam do domu dość szpetnym tyłem Parku Kolei Szprotawskiej i myślę o tym nieidealnym, ale spełniającym oczekiwania meblu. Nagle z krzaków wyrasta… krzesło identyczne jak to, które właśnie skończyłam. Robię zdjęcie, wysyłam klientce z dopiskiem, że jak fajnie, że dała swojemu drugie życie, bo to już nie do odratowania.

- Może będę miała jeszcze jedno - odpisuje.

Przyszła jesień. Ta pora roku jak żadna inna podkreśla według mnie cykliczność natury. Worek z powtórkami rozsypuje się na całego. Wpada do mnie TA klientka z takim samym krzesłem. Biały napis zdradza to samo źródło. Rama - znów ciemna. I znów ma być jasna.

Tym razem wyprzedzam swój wciąż mimo wszystko jeszcze naiwny entuzjazm. Że też może być różnie pod spodem. No i jest. Drewno pod bejcą miejscami wręcz bordowe, łaciate. Trochę wilgoci, ale też taka jego uroda.

Tym razem jednak aż tak się nie denerwuję. Ze spokojem ściągam te złośliwe burgundy tylko do miejsca w którym należy przestać, by krzesło dalej wyglądało jak krzesło. Wykańczam. Kiedy nakładam tapicerkę, uśmiecham się pod nosem, bo nawet pod kolor tkaniny te drewnomaziaje. Ustawiam do zdjęcia. Wszystko gra. Nawet napis na ścianie pasuje. On też nieproszony i też pod kolor.

- Mi to zupełnie nie przeszkadza - znów słyszę.

Ponownie też niosę refleksję do domu. Kto nam narzuca to bycie idealnym, robienie perfekt wzdłuż i w poprzek. Świat czy my sami? Co musi się wydarzyć, by się od jakiejkolwiek nieidealności odczepić? Choć czasem. A co nie musi się dziać, bo po co?

I to nie tak, że się czegoś nie chce, czy się nie umie, albo że ktoś nie zauważy. Nie, żeby czegoś nie zrobić, nie dopieścić, zaniedbać, nie zdążyć.

Tylko tak, że stare to w końcu stare, więc po co ma nowe udawać? Po prostu. Czasem coś dobrze zostawić, nie ukryć, a nawet wyeksponować.

Nie zawsze tak było i czasem też jeszcze nie ma we mnie przyzwolenia na taką meblową (i z tresztą nie tylko) nieidealność.

Widzę to też po moich kursantkach, które szorują po meblach do bólu, by zatrzeć każdą rysę. Mierzą swój sukces w zamaskowanych ubytkach. Uczę siebie i je choć czasem trochę inaczej. Niełatwa to jednak nauka.

Znów jesień. W pobliskich krzakach tamto biedne krzesło dalej leży… Trudno przejść obojętnie. Biorę oddech i jednak przechodzę.

Czasem dobrze odpuścić.

Adres

Zielona Góra

Telefon

+48663528559

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Vinteco umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Vinteco:

Udostępnij

Kategoria