Zadzwoń Strona internetowa Kontakt: firmę

Vinteco Renowacja mebli drewnianych i tapicerowanych. Warsztaty/konsultacje. Historie z meblami Nazywam się Agnieszka Baszczak. Starocie mnie fascynują i inspirują.

Prowadzę jednoosobową pracownię renowacji mebli w Zielonej Górze. Samodzielnie odnawiam meble drewniane i tapicerowane. Uwielbiam odkrywać i opisywać ich historie.

Przywrócić nieuchwytneCzasami najtrudniejsze jest po prostu przywrócenie mebla do stanu poprzedniego. Zwłaszcza, gdy nie...
23/09/2026

Przywrócić nieuchwytne

Czasami najtrudniejsze jest po prostu przywrócenie mebla do stanu poprzedniego. Zwłaszcza, gdy nie do końca wiadomo, jak ten stan poprzedni mógł się w rzeczywistości prezentować.

🔸Skąd mamy wiedzieć, jak wyglądały nogi, których brak?
🔸Jaki wzór był na koronie, po której zostały tylko ułamane kołki?
🔸Jak odtworzyć kolor, który jest przecież wypadkową środków używanych dawniej, odcienia drewna oraz upływu czasu?

Lekko nie było, zwłaszcza, że to właśnie odcień mebla był dla klientów kluczowy. Bieliźniarka miała już wyznaczone konkretne miejsce w ich domu - na ścianie ze starej cegły, na której zachował się podobno odcisk palca ceglarza. Czujecie tę presję?

Na czas tworzenia TEGO odpowiedniego odcienia warsztat zamienił się więc w istne laboratorium chemiczne, w którym metodą prób i błędów zakrapianych intuicją powstał kolor, możliwie najbardziej zbliżony to oryginału.

Ale zanim do tego doszło – warsztat stał się jeszcze pracownią protetyczną, bo trzeba było dopasować i dorobić wszystkie cztery nogi, po których nie zostało nawet beknięcie drewnojadów. I tym sposobem zrobiłam doktorat z odnóży meblowych, przeszukując czeluście internetu i podglądając, co akurat TAKA bieliźniarka mogła nosić u dołu.

No i na końcu - korona, czyli ozdobne zwieńczenie nadstawki. Skąd wziąć? Jak dobrać, by mebel zyskał na wyglądzie, a nie skończył jak Bonaparte w za dużym kapeluszu? Przeszczep z innego mebla odpadał, bo znalezienie dawcy było prawdopodobne jak odnalezienie tego samego ceglarza, który wieki temu zostawił odcisk palca na cegłach klientów. Brakująca korona meblowa została więc dorobiona na zamówienie przez pracownię Art Styl Wood Rzeźbiarstwo

Poza tym - wiadomo. Odrobaczanie, zdzieranie starych powłok, klejenie, szpachlowanie, maskowanie ubytków i wżartej w powierzchnię rodzinnej aktywności ze świeczką oraz doniczkami, o której akurat właściciele woleliby zapomnieć. Czyli to, co zwykle.

Tak więc wstała, założyła koronę i idzie przez życie dalej.👑

bielizniarka

Zanim wydarzy się jakaś renowacja, nie wystarczy po prostu przynieść mebel do pracowni. Wszystko zaczyna się dużo, dużo ...
16/09/2026

Zanim wydarzy się jakaś renowacja, nie wystarczy po prostu przynieść mebel do pracowni. Wszystko zaczyna się dużo, dużo wcześniej. I wcale nie u mnie.

Na przykład wtedy, gdy ma się sentyment do mebli z PRL i niewielką przestrzeń, w której akurat ten fotel z tego okresu się mieści.

Gdy między różnymi codziennymi sprawami weźmie nas z zaskoczenia bezpański taboret i serce nam zmięknie.

Gdy długo szuka się odpowiedniej tkaniny, a ta czeka cierpliwie w witrynie małego sklepiku na Mallorce, aż znajdzie ją ten, co się zaplątał w wąskich uliczkach podczas wakacyjnego wyjazdu.

I to będzie akurat ten sam, który ma meble i szuka tkaniny😅

Tak, takie właśnie rzeczy dzieją się przed.
A teraz meble są już u mnie, jest tkanina, więc działam😉

Efekty niebawem

🐓🐓🐓

Zielony czy zielony?Niekiedy w pracowni najwięcej dzieje się nie między mną a meblem, tylko między klientami. Zwłaszcza ...
09/09/2026

Zielony czy zielony?

Niekiedy w pracowni najwięcej dzieje się nie między mną a meblem, tylko między klientami. Zwłaszcza kiedy przychodzą do mnie ze wspólnym obiektem do renowacji.

Gdy zaczyna się proces decyzyjny, wiele z tych rozmów mogłoby się odbyć praktycznie bez mojego udziału. Czasem tylko coś dopowiem czy podpowiem, a czasem po prostu usuwam się na pół kroku w tył (bo więcej miejsca nie mam) i czekam. Bo lepiej się nie wtrącać 🙂

Choćby taki wybór tkaniny.

Punkt wyjścia zgodny — oboje chcą zieleni.

I nagle okazuje się, że niby jeden kolor, a dla każdego zupełnie inna paleta znaczeń.

Dla niego — szorstki w dotyku.
Dla niej — trudny do wyczyszczenia.
Ona lubi nawiązać, on podkreślić różnice.

Grają więc w zielonego ping-ponga od próbki do próbki.

I nawet mimo tych różnic dość szybko zapada jednak wspólna decyzja. Z agendą: najwyżej za kilka lat się zmieni.

Nie zawsze tak bywa 🙂

Szala decyzyjności o przyszłych losach mebla gibie się to w lewo, to w prawo. Raz ona, raz on, raz oboje. Jedno mniej, drugie więcej. Ona wybiera dla niego, on jej tylko przyniósł. Niektórzy dogadali się już w domu i tylko jedno zjawia się w roli rzecznika wspólnego zamiaru. Ktoś musi dopiero zapytać żony, inna i bez pytań wie, że to akurat nie przejdzie.

Istna to kombinatoryka.

Przyglądam się tym „niby-tylko-decyzjom-o-kolorze-mebla” z niemałym zaciekawieniem, bo oto rozgrywają się w moich progach całe studia relacji w pigułce.

Najbardziej cieszy mnie jednak, gdy nawet jeśli początkowo nie wszyscy uczestnicy tych decyzyjnych potyczek są tak samo zadowoleni, na koniec oboje uśmiechają się równo.

To dla mnie największa nagroda.

Tak więc te cztery krzesła w zieleni to wypadkowa współpracy aż 7 bytów. 🙂

A u Was kto decyduje o kolorach i wzorach w domu? Zawsze szybka akcja czy raczej zielony ping-pong?

🔸🔸🔸NA SPRZEDAŻ🔸🔸🔸Ktoś mi ostatnio przypomniał, jak bardzo (oprócz odnawiania Waszych skarbów) lubię dawać nowe życie wyg...
31/08/2026

🔸🔸🔸NA SPRZEDAŻ🔸🔸🔸

Ktoś mi ostatnio przypomniał, jak bardzo (oprócz odnawiania Waszych skarbów) lubię dawać nowe życie wygrzebanym przez siebie starociom, zmieniać ich funkcje, dodawać coś od siebie. Mało mam na to czasu, ale czasem się jeszcze udaje.

Nie wiem, jaką dokładnie funkcję pełnił kiedyś ten ciekawy mebel, ale teraz widzę go jako praktyczny pomocnik do przedpokoju, na którym można przysiąść podczas sznurowania butów, schować jakieś drobiazgi, zaczekać, aż reszta rodziny zbierze się do wyjścia (jeśli oczywiście kot raczy się przesunąć).

Polecam tego cudaka😊
Więcej na https://vinteco.pl/glowna/106-siedziskovintage.html
Na terenie Zielonej Góry dowóz gratis

Lis, jaki jest, każdy widzi. Rudy. Łapki czarne, brzuch i końcówka ogona - białe. Puszysty, smukłe nogi. Do oskubania - ...
11/08/2026

Lis, jaki jest, każdy widzi. Rudy. Łapki czarne, brzuch i końcówka ogona - białe. Puszysty, smukłe nogi. Do oskubania - pierwszy chętny.

Przy odnawianiu tego kompletu z fotelem zwanym „liskiem” w roli głównej wyjątkowo trudno było uniknąć lisich skojarzeń. Zwłaszcza, kiedy właścicielka zdradziła swój chytry plan na niego. Od razu zastrzygłam z radości uszami i aż zapaliłam się do pracy. Bo jak dość często ma się w rękach stonowane tkaniny, to przy takim niecodziennym projekcie można poczuć prąd.

Obdarłam więc sprawnie liska ze skóry, by za chwilę stał się… lisi jeszcze bardziej.
Co sądzicie?

Fotel zwany „liskiem” to fotel typu 300-190 projektu Hanny Lis z lat 60./ 70., a towarzyszy mu podnóżek „patyczak” typu 270-25 z Dolnośląskiej Fabryki Mebli w Świebodzicach, z lat tychże.

Taka czekoladka dla Rudera Studio
07/08/2026

Taka czekoladka dla Rudera Studio

Poproszę na jasnoOstatnio obserwuję, że moda na intensywną opaleniznę chyba już za nami. Także wśród mebli. Na salonach ...
20/07/2026

Poproszę na jasno

Ostatnio obserwuję, że moda na intensywną opaleniznę chyba już za nami. Także wśród mebli.
Na salonach rozsiadły się bielone dęby, żółte odcienie sosny redukuje się za pomocą różnych technik i produktów chociażby do efektu jasnego, surowego drewna.
Nic dziwnego, że te krzesła też poczuły, że nie pasują do reszty jaśniejszego wyposażenia salonu właścicielki, choć z pewnością przyszły na świat szybciej niż ono.
Poza tym są z litego drewna.

Pomyślicie - ale mi filozofia zrobić z ciemnych jasne. Otóż w praktyce wcale nie jest to takie proste, jeśli słoje drewna mają być nadal widoczne . Oszczędzę Wam jednak opisu tego procesu, bo w tych krzesłach najciekawszym detalem jest to, że klientka dając mi je do wyceny, rzuciła, gdzie i od kogo je kiedyś kupiła. Okazało się, że poczynił je niejaki pan Woźniak z zakładu stolarskiego w Nowej Soli. Mój osobisty wujek😅

Tak, świat jest mały 😁

Dużo u mnie foteli jasno-ciemnych. Lub na odwrót. I wcale mnie to nie dziwi.  Wyrazisty wzór na pewno bardziej przykułby...
02/07/2026

Dużo u mnie foteli jasno-ciemnych. Lub na odwrót. I wcale mnie to nie dziwi. Wyrazisty wzór na pewno bardziej przykułby uwagę na zdjęciu, ale przecież nie samym zdjęciem mebel żyje.

W praktyce zachwyt danym wzorem często jest jak muśnięcie kolorowego motyla - znika tak szybko, jak się pojawił. Bo znów jemy oczami kolejne desenie, zdjęcia, inspiracje. Oczywiście nie zawsze, gdyż czasem wzorzysty mebel ma tak silne ego, że jak już się rozsiądzie, jest nie do ruszenia. I prędzej jego właściciel wymieni pozostałe meble czy przemaluje ściany, niż go ruszy. Bo to właśnie on „robi” wnętrze.

Ostatnio w jakimś babskim gronie pewna starsza ode mnie osoba stwierdziła, że pastele już się jej znudziły i patrzeć na nie nie może, co sądząc po jej fantazyjnie kolorowej stylizacji, było na pewno szczere. Popatrzyłam na siebie - całą na beżowo. Już od dłuższego czasu blisko mi nie tylko do takich stylizacji, ale też do stonowanych mebli, choć często oglądam kolorowe wnętrza i lubię zmiany. Z reguły jednak zadowala mnie wzorzysta poduszka, a przecież nic nie stoi na przeszkodzie, by po raz kolejny coś sobie przetapicerować.😅

Może te stonowane odcienie to też po prostu jakaś faza? Jak dla mnie - fajna i wcale, przynajmniej póki co, nie nudna. No i spokojna baza to częsta, także wśród moich klientów, faza.🙃

Kolejny, jak dla mnie ponadczasowy, fotel w średnio-ciemnym drewnie i grubej, kremowej plecionce. BW-14 z Głuchołaskiej Fabryki Mebli z lat 60. Jeśli jego brat dorobi się protezy podłokietnika to też dołączy do tego teamu. We dwójkę to już na pewno nie będzie im nudno🪑🪑

Pacjent nie/rokujeCzasami niby nic z wierzchu nie widać, a wystarczy zajrzeć do buzi czy zrobić morfologię, żeby zobaczy...
25/06/2026

Pacjent nie/rokuje

Czasami niby nic z wierzchu nie widać, a wystarczy zajrzeć do buzi czy zrobić morfologię, żeby zobaczyć, że człowiek się sypie. A czasami na pierwszy rzut oka - ruina, po czym się okazuje, że wystarczy farba na włosy, inny ciuch, makijaż (lub zdjęcie tapety), tydzień chodzenia spać o przyzwoitej porze i człowiek jak nowy.

Ten pacjent nie rokował za dobrze. Przynajmniej na blacie. Fornir poobdzierany, zwłaszcza w centrum. Wszędzie głębokie spękania. Zanosiło się na to, że całość będzie trzeba wymienić. Kiedy zdjęłam powłoki, okazało się jednak, że spękany był tylko grubo położony lakier, a wymienić trzeba było zaledwie trzy najmniejsze elementy intarsji, a w pozostałych zrobić kilka wstawek.

Wydawałoby się, że trochę pracy mi w związku z tym odpadło, ale to nie tak🙃 Bo na przykład na zdjęciach nie było widać czarnej farby na dolnej części podstawy stołu, a była i miała zostać usunięta, choć bardzo jej się ten pomysł nie podobał.

Czy zatem ogólnie wyszło więcej pracy czy mniej (ściąganie i kładzenie nowego forniru versus odnowienie starego i wstawki)? Czy zużyłam więcej czy mniej materiałów (nowy fornir i klej versus żel do usuwania powłok i wełna stalowa)? Zostawiam to pytanie otwarte, bo mi samej na nie trudno odpowiedzieć, choć tylu pacjentów już przeszło przez moje ręce.

Tak właśnie bywa z meblami.

Dlatego wiem jedno.

W dalszym ciągu nie uświadczycie u mnie na ścianie czy stronie cennika (choć kiedyś naprawdę bardzo starałam się go stworzyć). Nie wszystko da się przeliczyć na konkretne kwoty. A czasu pracy przy meblach to lepiej nawet czasem nie próbować wyceniać 1:1, bo mogłoby się okazać, że za cenę kredensu klient mógłby wykupić lot na księżyc, i to z przewodnikiem😅.

Zmiennych przy każdym meblu jest tyle, że zawsze renowację każdego mebla wyceniam indywidualnie i nawet dwa takie same krzesła mogą się u mnie różnić wyceną. Nie rzucam cen na twarz. Na wycenę też zawsze u mnie trzeba poczekać. Tak mam.

Ps. Właśnie weszła inna klientka (naprawdę!) spytać o koszt renowacji stołu.

- A tak pi razy oko to ile by to kosztowało?

Zgadnijcie, co jej odpowiedziałam😅

Rzadko piszę o meblach, które po prostu przemalowałam.Bo niby o czym tu pisać. Pomijając kilkustopniowe, mało atrakcyjne...
19/06/2026

Rzadko piszę o meblach, które po prostu przemalowałam.

Bo niby o czym tu pisać. Pomijając kilkustopniowe, mało atrakcyjne, lecz jakże istotne, przygotowanie podłoża, malowanie jest niczym innym, jak nałożeniem na daną powierzchnię farby w odpowiednim odcieniu.

A Jednak.

Farba nigdy nie jest tylko farbą. Jest decyzją. Podjętą od razu, z łatwością albo niepewnie czy z wielkim trudem. Kompromisem - między człowiekiem a meblem lub trójstronnym traktatem. Efektem spotkania.

I o tym spotkaniu chcę dzisiaj napisać.

Choć w kontaktach ludzi określam nazwami mebli, wszystkie starocie, które przeszły przez moje ręce dźwigają obecność konkretnego człowieka i powstałej między mną - nim - a meblem, choć krótkotrwałej, to jednak - relacji.

Mebel ZAWSZE = człowiek.

Inaczej sobie tego nie wyobrażam.

No bo jak nazwać spotkanie osób i rzeczy, które są ze sobą powiązane i na siebie oddziałują? Jest jakaś dynamika, zależność, jakość powiązania.

Najpierw na salony wjechał dębowy, odnowiony stół w fornirze dębowym (nogi lekko rozjaśnione, blat ciemniejszy). Potem krzesła. Nie miały być malowane, a były. Najpierw ja nie chciałam a klientka tak, potem mebel dorzucił trzy grosze i jednak nagle zapragnęłam malować, a klientka chyba nie była pewna. Ostatecznie zmiksowałam szaro-beżowy odcień i pomalowałam.

Tak więc Pani Małgosiu, post z dużym opóźnieniem, ale uczucia wciąż aktualne. I jak najbardziej pozytywne.

Dziękuję🌼

fot. od klientki

Adres

Zielona Góra

Telefon

+48663528559

Strona internetowa

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy Vinteco opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Kontakt: Firmę

Wyślij wiadomość do Vinteco:

Skróty

Udostępnij

Kategoria