01/03/2026
Nie zmieniam historii. Ja pozwalam jej trwać.
🤍
Ten byfyj to nie tylko kredens kuchenny.
To wspomnienia. To zapach niedzielnego rosołu. To stuk filiżanek. To babcine „nie rusz, bo na święta” 😉
Kiedy trafił do mnie, wiedziałam, że to będzie wyjątkowy projekt.
Mój pierwszy byfyj.
I już wtedy czułam, że pracuję nie tylko z drewnem, ale z historią czyjegoś domu 💚
Na pierwszy rzut oka wyglądał niepozornie.
Ale kiedy zaczęłam go rozkręcać, zdejmować stare warstwy, odkrywać konstrukcję… wyszło na jaw, ile przeszedł.
Ślady małych lokatorów
Brakujące elementy konstrukcji.
Spody i plecki do wymiany.
Blat, który tylko udawał drewniany – więc powstał nowy, jesionowy 🤍
I największe wyzwanie – górna część miała wisieć, a pod nią okap.
Godziny główkowania, żeby wszystko działało i wyglądało tak, jakby było tu od zawsze.
Ale najważniejsze było jedno –
zachować jego duszę.
Ten sam odcień bieli.
Te same zdobienia.
Grafika na szufladach i paski, które pamiętają czasy, gdy przy tym meblu dorastały dzieci.
Bo taki byfyj to świadek życia.
Widział poranki przed szkołą.
Słyszał rozmowy przy herbacie.
Był tłem rodzinnych świąt i zwykłych wtorków.
I właśnie dlatego ta praca była inna.
Bardziej odpowiedzialna.
Bardziej osobista.
Były momenty zwątpienia.
Było zmęczenie.
Było nawet kilka słów, których nie wypada tu cytować 🤭
Ale kiedy zobaczyłam radość Ani i Jakuba…
wiedziałam, że było warto.
Bo czasem nie odnawia się mebla.
Odnawia się kawał czyjejś historii. 🤍
Mocie w domu taki byfyj?
Taki, przy którym się wychowaliście?
Który pamięta Waszych bliskich?
Ja też mam. I czeka na swoją kolej 💚